Tag: Morze Czerwone

  • Dzień 7, czyli Grand Seas Resort Hostmark

    Dzień 7, czyli Grand Seas Resort Hostmark

    JAK W DOMU

    Hurghada znowu. Lecz teraz czujemy jakbyśmy wrócili do domu z długiej wycieczki. Wycieczki w czasie i przestrzeni. Bo zwiedzaliśmy świat sprzed tysięcy lat i byliśmy setki kilometrów stąd, nad Nilem, nad największą rzeką świata. Niesamowite.

    Kiedy o tym teraz myślę, aż nie chce mi się wierzyć. Minęło kilka miesięcy, a wiele wspomnień dalej mnie wzrusza, wiele twarzy nadal mam pod powieką.

    Hurghada, Grand Seas Resort Hostmark, Morze Czerwone. Przed nami perspektywa tygodniowego leżenia i plażowania, inne życie, inny świat.

    IMG_2361

    GRAND SEAS RESORT HOSTMARK

    Kilka słów napiszę Wam o samym hotelu.

    Mamy porównanie z hotelem Long Beach (wcześniej Hilton Long Beach), gdyż tam mieszkaliśmy przez następny tydzień.

    Hotel położony jest nad Morzem Czerwonym. Plaża jest wąska, lekko piaszczysta, ale nie przypomina to naszego polskiego piasku znad Bałtyku. Można skorzystać z leżaków i ręczników. Wieczorem widzieliśmy chodzące po plaży kraby i pełno meduz. Poza obszar hotelu na plaży nie można wyjść, ponieważ ochrona bardzo pilnowała i kazała nam wracać. Więc nie ma mowy o romantycznych spacerach wzdłuż linii brzegowej. Sam brzeg morza obfituje w możliwości snurkowania i obserwowania małych kolorowych rybek, co robiliśmy leżąc na pomoście. Barwne rybki zaskakują ilością i różnorodnością, szczególnie kiedy sypnie się im trochę pokarmu.

    IMG_1147

    W pokojach czysto, miękkie i czyste białe ręczniki, choć hotel nie jest bardzo nowy. W naszym pokoju była klimatyzacja, woda w lodówce, telewizor, czajnik bezprzewodowy i drobne kosmetyki w łazience. Niektórzy skarżyli się na komary w pokojach, które uprzykrzały pobyt. U nas było spokojnie, więc zależy kto jak trafi. Mieliśmy też taras, gdzie mogliśmy wypić popołudniową kawę.

    Różnorodność jedzenia zaskoczyła nas bardzo. Na śniadanie można było kosztować potraw ze szwedzkiego stołu, ale były też przyrządzane na bieżąco- omlety, jajecznice z dodatkami lub bez. Śniadanie było na ciepło i na zimno, płatki na mleku, pieczywa wszelkiego rodzaju, twarogi, sery, wędliny, jaja, warzywa (pomidory, ogórki, itp.), owoce i słodkości (torty, ciasta, bułeczki). Na obiad nie gorzej- ryba, drób, wołowina, pieczone ziemniaczki, zapiekanki makaronowe. Falafele smażone w głębokim tłuszczu, makaron z dodatkami, ryż, warzywa, świeże owoce (banany, truskawki,pomarańcze, mandarynki, grapefruity, melony, daktyle, granaty). Do tego drinki, piwo, soki, napoje, kawa i herbata.

    IMG_1189

    W Hostmarku jest dużo basenów, chociaż nie jest to chyba typowy hotel dla rodzin z dziećmi, bo nie przypominam sobie dużo dzieci, ani żadnych atrakcji dla nich.  Były natomiast animacje w basenie dla dorosłych, i aqua aerobic prowadzony przez młodych instruktorów. I gra w bule na plaży.

    W Hostmarku podobało nam się dużo bardziej niż w Hiltonie. Była tam milsza obsługa w recepcji, smaczniejsze jedzenie i więcej atrakcji. Ale o (Hilton) Long Beach napiszę Wam innym razem.

     

    …cdn…

  • Dzień 2, czyli dlaczego Egipt? (cz.I)

    Dzień 2, czyli dlaczego Egipt? (cz.I)

    IMG_1190

    Z lotniska w Hurghadzie zostaliśmy zawiezieni do hotelu Hostmark, a w zasadzie Grand Seas Resort Hostmark.

    Wrażeń z pierwszych godzin w Egipcie było tyle, że ciężko wszystko opisać.

    PLUSY

    Hotel zagwarantował nam ogromny pokój z trzema łóżkami, w tym dwa podwójne. Czysta pościel, czysta łazienka, miękkie ręczniki.

    Wszędzie zielono i kolorowo, palmy, kwiaty, drzewa… Blisko nad Morze Czerwone, miła plaża, wąska ale długa, czysto.

    Piękne baseny i całe otoczenie hotelu.

    IMG_1229IMG_1163IMG_1179Fascynujące, jak ten księżyc wisi na niebieIMG_1196IMG_1227

    Plusem było też jedzenie, ale o tym napiszę Wam innym razem.

    MINUSY

    Okropny suchy prowiant zamiast kolacji- dwie zimne kanapki trzymane pewnie w lodówce, jedna z żółtym serem, druga z jakąś wędliną.

    Wyjście na taras nie zamykało się, więc pokój był w zasadzie otwarty dla każdego.

    Minusem była też bardzo dla nas krótka noc, ponieważ już na miejscu w hotelu dowiedzieliśmy się, że został zmieniony plan wycieczki. Czekała nas pobudka o 4 rano, wystawienie bagażu o 4:15 i zbiórka w recepcji. Zaczynała się WIELKA PRZYGODA!

    Z wrażenia nie spaliśmy chyba do trzeciej. Obeszliśmy cały hotel, który o godzinie 12 w nocy był pogrążony we śnie, żadnych zbłąkanych turystów na plaży tego dnia (tylko my), żadnych odgłosów balangi, żadnych imprez. To było dla nas chyba zaskakujące, bo wyobrażaliśmy sobie, że podczas wakacji życie nocne kwitnie. Nawet w basenie nikt nie pływał. Potem ktoś z turystów powiedział nam, że po zmroku nie wolno pływać w basenie, bo podobno wpuszczana jest do wody jakaś chemia, ale nie wiem, czy jest to sprawdzona informacja.

    Dlaczego Egipt, spytacie?

    Pogoda, zabytki- tak mogę w skrócie napisać. Ciężko tak przelewać myśli w pierwszych postach, ale mam nadzieję, że z każdym kolejnym wpisem będzie mi łatwiej. I wtedy napiszę Wam więcej…

    No to do zobaczenia….

    …cdn….