STATEK
Na statku przywitała nas obsługa bardzo uprzejmie. Wszystko było dobrze zorganizowane. Cały statek zajmowała tylko nasza polska grupa, co bardzo pomagało w integracji. Dopiero kilka dni później płynęła z nami jedna hinduska rodzina i kilku Hiszpanów. Pod pokładem znajdowała się kuchnia i restauracja. W restauracji podczas posiłków, które albo nam podawano w formie uroczystej kolacji albo nakładaliśmy sobie ze szwedzkiego stołu, siedzieliśmy na miejscach zajętych pierwszego dnia- o to nas poproszono.
Następne trzy piętra- to nasze pokoje (kajuty). Górny pokład to basen, leżaki i stoliki z krzesłami. Zero dachu, a w dzień tylko my i słońce.
Kabiny czyste, wygodne, codziennie sprzątane. Obsługa miła i chętna do pogadania, nawet po polsku. Statek być może obsługuje co do zasady polskie wycieczki, gdyż barmani znali słowa po polsku i chętnie ich używali. Kabina była dwuosobowa, ale łóżka były na tyle szerokie, że spaliśmy na jednym. Mieliśmy lodówkę, sejf, telewizor, klimatyzator i przestronną łazienkę. Ręczniki miękkie i białe były zmieniane codziennie. Woda była zawsze ciepła.
Obawialiśmy się hałasu, ale nasza kabina znajdowała się daleko od silników, więc nic nie było słychać. Pasażerowie znajdujący się bliżej maszynowni też specjalnie mocno nie narzekali. Niestety statki pracują cały czas- czy płyną czy stoją na nabrzeżu. Na Nilu znajduje się 280 statków, z czego 50 było czynnych w marcu (jak nam powiedzieli nasi egipscy przewodnicy). Ich praca wytwarza ogromne ilości spalin z silników, a to mocno zanieczyszcza środowisko- nie ma co ukrywać- czasami śmierdzi.




Na statku wybraliśmy opcję -all inclusive. Wszystkim serwowano porządne i smaczne śniadania, obiady i kolacje. W opisie wycieczki przeczytaliśmy, że w dzień będzie lunch, ale to był normalny obiad. Drinki mieliśmy w ,,olu” od 11 do 22, później trzeba było normalnie płacić. O jedzeniu i piciu napiszę innym razem, więc teraz nie będę się rozwodzić.
Na statku znajdowały się małe sklepiki, gdzie można było kupić pamiątki, ubrania, biżuterię i inne drobiazgi. Był także bar, gdzie odbywały się spotkania, wieczorki i dyskoteki.
Kiedy Esmeralda stawała na nabrzeżu, bokiem ustawiał się kolejny statek, a jego pasażerowie przechodzili przez naszą recepcję, a dalej trapem na nabrzeże. Kilka statków ustawiało się jeden obok drugiego i pasażerowie także przechodzili na ląd przez poszczególne statki. My raz przybiliśmy do Luksoru chyba jako 5 czy 6 statek i przechodziliśmy przez statki, witając się z obsługą na każdym z nich.

Zadowolona jestem z tego rejsu bardzo mocno. Nawiązaliśmy wiele znajomości, leżenie na leżakach, czy wspólne wieczorne rozmowy zbliżyły naszą wycieczkę bardziej niż pobyt w ogromnych hotelach w Hurghadzie. Tam byśmy nikogo nie poznali. Zresztą tam jest międzynarodowy tygiel, i każdy w zasadzie zajęty jest swoimi wakacjami.
Na naszym rejsie nie było rodzin z dziećmi, więc naprawdę można było odpocząć. I ludzie jacyś tacy na poziomie, doświadczeni podróżami, rozsądni, ciekawi, mili. Być może mieliśmy dużo szczęścia, ale w końcu ja opisuję swoją wycieczkę- to piszę jak było.
…cdn….




ŚWIĄTYNIA IZYDY

















