Tag: Egipt

  • Dzień 8- zamiast schabowego i ruskich, czyli kilka słów o jedzeniu

    Dzień 8- zamiast schabowego i ruskich, czyli kilka słów o jedzeniu

    IMG_1501

    Na kuchni się nie znam, ale się wypowiem:) Bo w końcu jadałam w trzech różnych miejscach, więc o egipskiej kuchni dla turystów wiem już prawie wszystko:)

    CZYSTOŚĆ

    Zacznę od czystości. Pewnie macie różne doświadczenia związane z wyjazdami do krajów arabskich, ale ja po naszej wycieczce nie powiem złego słowa. Na statku nie było much ani komarów. Na stołach były białe obrusy, które po każdym posiłku były sprawdzane pod kątem czystości i jak zauważyłam- często zmieniane.

    Jednego dnia braliśmy udział w lekcji gotowania na statku- każdy z nas dostał rękawiczki. Kucharz też takie miał.

    Co do restauracji hotelowych- tam także dbano o czystość. Kelnerzy wycierali stoliki, na bieżąco sprawdzali czystość na sali, zbierali talerze. Pewnie, że zawsze można się do czegoś przyczepić, ale ogólne wrażenie było mega pozytywne.

    Myśl o posiłkach w egipskich restauracjach nie napawała nas wstrętem.

    OBSŁUGA

    W Egipcie w kuchni i przy obsłudze pracują mężczyźni. Na statku w ogóle nie było kobiet zarówno w kuchni, jak i w serwisach sprzątających. Było to dla nas trochę zaskakujące. Nie znam jednak krajów arabskich, żeby wypowiadać się na ten temat. Pisząc jednak te słowa, uświadomiłam sobie, że w ogóle obsługą turystów zajmują się zazwyczaj mężczyźni- i w muzeach, sklepach, sprzedawcy, sklepikarze, handlarze, sprzedawcy biletów, kierowcy, pracownicy biur podróży odbierający nas z lotniska- wszystkie te osoby były mężczyznami. W Gdańsku jak idę do muzeum- same kobiety, jak idę do toalety- babcie klozetowe. Co więcej- w biurze podróży wycieczkę kupowaliśmy od pani, w biedronce na kasie- kobiety, w sklepie z ciuchami- panie, w tramwaju- pani, na dworcu w kasie- pani….. I tak przykładów mogłabym mnożyć. Nie wspomnę o kucharkach i kelnerkach, choć tu panowie nie są rzadkością. Próbuję tylko naświetlić różnice kulturowe. Na pierwszy rzut oka- Egipt to świat mężczyzn.

    POTRAWY

    Na koniec chciałabym Wam napisać kilka słów o jedzeniu. Czytaliśmy, iż Polacy narzekają na monotonne jedzenie. Cóż, ja też po kilku dniach odczuwałam ten stan. I wtedy zmieniłam sposób jedzenia. Wybierałam sobie tylko jedną potrawę na śniadanie- czyli jak w domu- jak jajecznica to nie płatki, jak kanapka to nie omlet. Tak samo podczas innych posiłków. Przez pierwsze dni, każdy posiłek to był miks wszystkiego po trochę, stąd odczucie, że jedzenie jest monotonne.  Potem już było normalnie.

    A obfitość jedzenia i smak potraw zaskakiwał. Najbardziej mogę pochwalić jedzenie na statku. Były to nasze pierwsze dni, a mimo to, nie słyszałam, żeby któryś z pasażerów zachorował czy miał objawy zemsty faraona. Było czysto, zdrowo i smacznie.

    Co więcej, w trosce o zdrowie pasażerów, na statku był dostępny Antinal- lek właśnie na zemstę faraona. W razie potrzeby można było w recepcji dostać 2 tabletki (gratis!), o co dbała nasza rezydentka Paulina. Sama korzystałam raz, bo zaczynało mnie kręcić w żołądku, ale to  był fałszywy alarm i nie rozchorowałam się.

    Cóż Wam jeszcze napisać?

    O samych potrawach pisałam w poprzednim poście, a o okrze w poście z trzeciego dnia.

    Wszędzie serwowano świeże potrawy, smażono nam jajecznice, omlety, makaron z warzywami. To było przygotowywane na bieżąco.

    Mięsa były smaczne, warzywa świeże, a owoce soczyste i dojrzałe. W okresie marcowych mrozów w Europie, taka potężna dawka witamin była na wagę złota.

    Mi bardzo smakował ryż świetnie doprawiony i sypki. Nie przypominał białej kluchy, którą czasem otrzymuję w polskich restauracjach.

    Nie polubiłam za to ciast i ciasteczek. Oblane były jakimś lukrem, kleiły się do palców i miały gumowy smak. I na statku i w hotelach.

    Ciekawostką było to, że w hotelu Hostmark serwowano duże ilości tortów, a w (Hilton) Long Beach nie było tortu ani razu. Nasi znajomi ze statku, którzy nocowali w innym hotelu też mieli obfitość tortów. Mieli także nocne restauracje, a my nie. Ale o tym innym razem.

    …cdn…

  • Dzień 7, czyli Grand Seas Resort Hostmark

    Dzień 7, czyli Grand Seas Resort Hostmark

    JAK W DOMU

    Hurghada znowu. Lecz teraz czujemy jakbyśmy wrócili do domu z długiej wycieczki. Wycieczki w czasie i przestrzeni. Bo zwiedzaliśmy świat sprzed tysięcy lat i byliśmy setki kilometrów stąd, nad Nilem, nad największą rzeką świata. Niesamowite.

    Kiedy o tym teraz myślę, aż nie chce mi się wierzyć. Minęło kilka miesięcy, a wiele wspomnień dalej mnie wzrusza, wiele twarzy nadal mam pod powieką.

    Hurghada, Grand Seas Resort Hostmark, Morze Czerwone. Przed nami perspektywa tygodniowego leżenia i plażowania, inne życie, inny świat.

    IMG_2361

    GRAND SEAS RESORT HOSTMARK

    Kilka słów napiszę Wam o samym hotelu.

    Mamy porównanie z hotelem Long Beach (wcześniej Hilton Long Beach), gdyż tam mieszkaliśmy przez następny tydzień.

    Hotel położony jest nad Morzem Czerwonym. Plaża jest wąska, lekko piaszczysta, ale nie przypomina to naszego polskiego piasku znad Bałtyku. Można skorzystać z leżaków i ręczników. Wieczorem widzieliśmy chodzące po plaży kraby i pełno meduz. Poza obszar hotelu na plaży nie można wyjść, ponieważ ochrona bardzo pilnowała i kazała nam wracać. Więc nie ma mowy o romantycznych spacerach wzdłuż linii brzegowej. Sam brzeg morza obfituje w możliwości snurkowania i obserwowania małych kolorowych rybek, co robiliśmy leżąc na pomoście. Barwne rybki zaskakują ilością i różnorodnością, szczególnie kiedy sypnie się im trochę pokarmu.

    IMG_1147

    W pokojach czysto, miękkie i czyste białe ręczniki, choć hotel nie jest bardzo nowy. W naszym pokoju była klimatyzacja, woda w lodówce, telewizor, czajnik bezprzewodowy i drobne kosmetyki w łazience. Niektórzy skarżyli się na komary w pokojach, które uprzykrzały pobyt. U nas było spokojnie, więc zależy kto jak trafi. Mieliśmy też taras, gdzie mogliśmy wypić popołudniową kawę.

    Różnorodność jedzenia zaskoczyła nas bardzo. Na śniadanie można było kosztować potraw ze szwedzkiego stołu, ale były też przyrządzane na bieżąco- omlety, jajecznice z dodatkami lub bez. Śniadanie było na ciepło i na zimno, płatki na mleku, pieczywa wszelkiego rodzaju, twarogi, sery, wędliny, jaja, warzywa (pomidory, ogórki, itp.), owoce i słodkości (torty, ciasta, bułeczki). Na obiad nie gorzej- ryba, drób, wołowina, pieczone ziemniaczki, zapiekanki makaronowe. Falafele smażone w głębokim tłuszczu, makaron z dodatkami, ryż, warzywa, świeże owoce (banany, truskawki,pomarańcze, mandarynki, grapefruity, melony, daktyle, granaty). Do tego drinki, piwo, soki, napoje, kawa i herbata.

    IMG_1189

    W Hostmarku jest dużo basenów, chociaż nie jest to chyba typowy hotel dla rodzin z dziećmi, bo nie przypominam sobie dużo dzieci, ani żadnych atrakcji dla nich.  Były natomiast animacje w basenie dla dorosłych, i aqua aerobic prowadzony przez młodych instruktorów. I gra w bule na plaży.

    W Hostmarku podobało nam się dużo bardziej niż w Hiltonie. Była tam milsza obsługa w recepcji, smaczniejsze jedzenie i więcej atrakcji. Ale o (Hilton) Long Beach napiszę Wam innym razem.

     

    …cdn…

  • #2 Górny i Dolny Egipt – ale dlaczego aż dwa?

    #2 Górny i Dolny Egipt – ale dlaczego aż dwa?

    IMG_3006
    Piramidy i pustynia
    IMG_1280
    Nil
    IMG_2393
    Morze Czerwone
    IMG_2402
    Bogactwo kwiatów i kolorów

    Czy Egipt Górny oznacza, że jest u góry mapy, czy może w górach? A Dolny w dolinie, w dole? Ha, dzisiaj kilka słów o geografii….

    Żeby uporządkować wiedzę dotyczącą Górnego i Dolnego Egiptu zacznę od Nilu. Rzeka w świecie Egipcjan była tylko jedna, więc nie potrzebowali nadawać jej jakiejś szczególnej nazwy. Była po prostu rzeką ,,ITERU”. Na południu rzeka miała swoje początki, swoje źródła i stamtąd też płynęły wezbrane wody kończąc porę suszy. Na południe więc kierował się wzrok każdego Egipcjanina, tak jakby ,,do góry”. Egiptolodzy utrwalili tę wizję świata, nadając południowej części kraju nazwę ,,Górny Egipt”. Zgodnie z tą orientacją, zachód leżał po prawej stronie- a słowo zachód i prawy były synonimami. Niestety nie zachowały się albo nie zostały dotąd odkryte żadne mapy świata sporządzone przez Egipcjan. Wszystko jeszcze przed nami….

    Inna nazwa Egiptu to KEMET, ,,Czarna Ziemia”. Nazwa nawiązywała do koloru naniesionej przez Nil ciemnej aluwialnej żyznej gleby, której kraj zawdzięczał swoje plony. Często przeciwstawiano ją ziemi pustyń, DESZERET, ,,Czerwonej Ziemi”.

    Górny Egipt to obszar ciągnący się od obszaru I katarakty (okolice Asuanu) do miejsc, w którym Nil zaczyna przechodzić w Deltę, i właśnie ta Delta nazywana jest Dolnym Egiptem. W starożytności Nil uchodził do Morza Śródziemnego siedmioma dopływami, obecnie są tylko dwa. Dolina i Delta nosiły nazwę ,,Oba Kraje” i tak nazywali je sami Egipcjanie. Władcy Górnego Egiptu podbili Dolny Egipt jednocząc go w Oba Kraje. Stąd też i dwie korony faraona, korona biała i czerwona.

    EGIPT DAREM NILU

    Tak napisał o Egipcie Herodot, historyk grecki zwany Ojcem historii. Zdanie to powtarza się w każdej niemal książce o Egipcie na samym początku. Co miał na myśli Herodot? Nie widomo na pewno, ale pojawiają się różne interpretacje. Najpopularniejsza mówi, iż płynąca przez pustynię rzeka umożliwia życie tam, gdzie bez niej nie byłoby go wcale.

    Inna interpretacja zdania ,,Egipt darem Nilu” odnosi się faktu, iż kraj poniżej jeziora Mojrisa był kiedyś bagnem, a ,,Dolny Egipt, czyli część po której żeglują Hellenowie, jest ziemią pozyskaną i darem rzeki”. Może znajdziecie swoją interpretację, choć do mnie ta pierwsza przemawia w zupełności…

    Egipt obecnie jest ogromnym krajem, którego powierzchnia jest większa od Polski ponad trzykrotnie. Nil już nie wylewa i nie zalewa kraju. Wybudowana w drugiej połowie XX wieku Wielka Tama Asuańska zatrzymuje wody Nilu w ogromnym Jeziorze Nasera, uwalniając je powoli i bez wylewów. Wybudowanie Tamy wpłynęło na zmiany klimatyczne w tamtym obszarze i pojawienie się opadów deszczu. Ale o tym innym razem….

    W napisaniu tego posta pomagali mi tacy autorzy jak:

    1)Barry J. Kemp (Starożytny Egipt)

    2)Toby Wilkinson (Powstanie i upadek starożytnego Egiptu)

     

    …cdn…

     

  • Dzień 6, czyli wszystko co dobre szybko się kończy

    Dzień 6, czyli wszystko co dobre szybko się kończy

    Tak, tak to koniec naszego rejsu. Statek z naszą wycieczką już nigdzie nie popłynie. Jakiś taki smutny nastrój zapanował na statku. Dla większości z nas jest to koniec wycieczki, i nie licząc jednego dnia wypoczynku w Hurghadzie, zaraz czekają na powrót do Polski. Na drugi tydzień w Egipcie zostanie tylko 6 par.

    Lotbalonem
    Wschód słońca – widok z balonu (zdjęcie dzięki uprzejmości Zuzi)

    Szóstego dnia dzień zaczyna się pobudką o 4:20. To fakultatywna wycieczka dla osób, które będą leciały balonem i podziwiały wschód słońca. Ta część wycieczki musi spakować walizki,  wystawić bagaże na korytarz i oddać klucze do recepcji. Wrócą jeszcze na śniadanie i obiad. Nie wiem, czy w praktyce wszyscy oddali klucze, czy mogli je jednak zachować do obiadu.

    Dla pozostałej części wycieczki pobudka jest o przyzwoitej 7:15. Po śniadaniu (ostatnim na statku), można było pojechać na drugą tego dnia fakultatywną wycieczkę do Medinet Habu i wioski robotników. Pozostałe osoby miały wolne do obiadu. To był czas na opalanie, kąpanie w basenie i pakowanie walizek.

    IMG_2354

    Po obiedzie autokar zawiózł nas jeszcze do sklepu-galerii esencji zapachowych. Pokaz był dobrze zaplanowany na stworzenie dobrej atmosfery do zakupów. Można było napić się kawy, herbaty hibiskusowej czy wody. Obsługa mówiła po polsku, a perfumy sprzedawały się jak świeże bułeczki. Myślę, że po części na prezenty.

    IMG_2359

    ZNOWU NA PUSTYNI

    Opuszczamy sklep, opuszczamy Luksor, opuszczamy dolinę Nilu. Przed nami wiele godzin powrotu przez pustynię nad Morze Czerwone, do Hurghady. Lecz w autokarze nie jest tak cicho jak tydzień temu. Teraz ludzie się poznali, potworzyły się nowe znajomości, grupki,  może i przyjaźnie.

    Cenię sobie formułę tego rejsu, gdyż sprzyja zacieśnianiu znajomości. W ogromnych hurghadowskich hotelach, zapełnionych obcokrajowcami nie ma możliwości poznać się tak bardzo. Tu, na statku jest mała społeczność, codzienne wspólne wycieczki, posiłki, wieczory, przygody i każdy znajdzie dla siebie towarzystwo. Ostatni wieczór duża grupa naszej wycieczki siedziała wspólnie na tarasie, żeby wypić, pogadać i pośmiać się razem. Bo każdy czuł, że było bardzo fajnie.

    Do hotelu przyjeżdżamy wieczorem. Jest to ten sam hotel co na początku, pierwszego dnia – Grand Seas Resort Hostmark, tylko teraz dostaliśmy oczywiście inne pokoje. Nasz był z klimatycznym tarasikiem.  Ale o tym napiszę Wam kolejnym razem.

    ….cdn…..

    IMG_2361

  • Dzień 5, czyli same kolosy (cz.III)

    Dzień 5, czyli same kolosy (cz.III)

    Dzień jest tak obfity w atrakcje, że chociaż nie ma jeszcze południa to my z ulgą odpoczywamy w zaciszu klimatyzowanego autokaru.

    Do następnego zabytku- tak zwanych Kolosów Memnona, mamy przysłowiowy rzut beretem. Nie za dużo czasu, żeby się ochłodzić. W Polsce mrozy, temperatura spada poniżej zera, każdy by się z nami zamienił. A my teraz zamienilibyśmy się z Polską- każdy skrawek cienia i chłodu- bezcenny.

    ŚPIEWAJĄCE POSĄGI

    Kolosy Memnona są dwa. Nie mają nic wspólnego z Memnonem, któremu zawdzięczają swoją nazwę. Są to posągi faraona Amenhotepa III z XVIII dynastii. Kolosy Memnona to pozostałość po świątyni, która uległa zniszczeniu jeszcze w starożytności w wyniku trzęsienia ziemi. W szczelinach powstałych w północnym kolosie (tym z prawej) nocami gromadziła się wilgoć, która parując każdego poranka (pod wpływem ciepła promieni słonecznych), wydawała specyficzne dźwięki. Starożytni Grecy uznali to za zawodzenie bogini Eos (Jutrzenki), bolejącej nad śmiercią syna Memnona, którego zabił Achilles. Stąd wzięła się nazwa- Kolosy Memnona. Niestety, prace restauracyjne podjęte za rządów rzymskiej dynastii Sewerów na przełomie II i III wieku n.e. sprawiły, że śpiewający posąg zamilkł na zawsze. My więc tylko podziwiamy wzrokiem, nie uszami,  jak starożytni.

    Plan dnia jest bardzo dobrze zorganizowany. Wracamy na statek żeby odsapnąć chwilę, przebrać się i zjeść obiad. O 15:00 zbiórka w recepcji i jedziemy zwiedzać największą świątynię Egiptu.

    IMG_2153IMG_2189IMG_2228

    ŚWIĄTYNIA W KARNAKU

    Karnak przywitał nas tłumem turystów. Z każdym dniem przyzwyczajamy się do tego coraz bardziej i nie robi już na nas wrażenia mnogość ras, języków i osobliwości.

    Do kompleksu świątynnego wchodzi się mijając aleję sfinksów. Nie liczyłam, ale podobno jest ich 40. Każdy trzyma między łapami figurę faraona.

    IMG_20180312_152349
    Makieta kompleksu świątynnego w Karnaku

    Świątynia jest ogromna, i nie sposób zapamiętać wszystkie informacje przekazywane przez przewodników.

    Poza tym szukamy miejsc z niewielką ilością turystów, żeby zrobić ciekawe zdjęcia, więc nie wszystko słyszymy.

    Warto wiedzieć, iż w Karnaku znajduje się ponad 130 kolumn. Są one tak ogromne, że żeby je objąć- za ręce musiałoby się złapać kilka dorosłych osób. Każda kolumna jest pięknie ozdobiona hieroglifami i w starożytności była bogato pokolorowana. Ciekawe czy zliczył ktoś ilość hieroglifów wykutych w tym miejscu? Myślę, że są tam miliony znaków….

    IMG_20180312_161945.jpg
    Ten skarabeusz przynosi szczęście i pieniądze- podobno…

    Wrażenie robią ogromne obeliski oraz wielki skarabeusz. Wokół skarabeusza chodzą turyści głęboko wierząc, iż trzy okrążenia przynoszą szczęście, cztery- pieniądze, siedem- zdrowie, a jeszcze ileś tam- miłość. A może w odwrotnej kolejności? Nie pamiętam, jak to było. Mogę za to Wam napisać, że nie działa. Chyba źle policzyliśmy okrążenia 🙂

    IMG_2302

    KANONY SZTUKI EGIPSKIEJ

    Posągi faraona w Karnaku są przedstawiane na dwa sposoby. Faraon żywy ma sztuczną brodę, ręce wyprostowane ułożone wzdłuż ciała, lewa noga wysunięta do przodu. Inaczej wygląda posąg faraona-mumii. Ręce skrzyżowane, nogi ułożone równolegle. W rękach insygnia władzy królewskiej lub klucze anch, zapewniające wieczne życie. Faraon żywy czy zmarły jest zawsze młody, szczupły i zdrowy. W zasadzie kanony sztuki egipskiej zostały tak sztywno ustalone, iż żaden z wizerunków nie może być dla nas wzorem wyglądu czy portretem. Nie znamy wieku, realnego wyglądu, wzrostu czy postury władców Egiptu. Znamy ich idealne wyobrażenie jako władcy, boga i najwyższego prawodawcy. Tak chcieli być postrzegani i tak ich przedstawiano. Tak też zapamiętała ich historia. Nie przypomina Wam to współczesnych celebrytów, którzy dbają o swój wizerunek medialny? Nieważne jak wyglądają, ważne jakie mają zdjęcia (popularne retuszowanie zdjęć, dodawanie sobie wzrostu, redukcja zmarszczek, ukrywanie wieku, itp….).

    IMG_2330

    IMG_2332
    Pięknie zachowana kolorystyka daje wyobrażenie, jak to miejsce mogło wyglądać w starożytności

    MUZEUM PAPIRUSU

    Udało nam się skręcić w alejkę, w której prowadzone są prace restauracyjne misji amerykańskiej. Nie ma tu żadnych turystów, ani żadnych Egipcjan oferujących swoją pomoc za dolara. Za to jest mnóstwo poukładanych kamiennych kawałków posągów. Uzmysławia to nam żmudną pracę archeologów.

    Patrzymy na zegarek i z ciężkim sercem wracamy do autokaru.

    Nasi organizatorzy zadbali jeszcze o pokazanie nam jak powstawał papirus w Egipcie. Jedziemy do muzeum papirusu, choć to szumnie brzmiąca nazwa sklepu z papirusami. Papirusu w Egipcie już tak naprawdę nie ma, nie rośnie. Jego starożytna odmiana w Egipcie wyginęła, jeśli można to tak ująć. Obecnie podobno uprawia się inną odmianę, która nie ma takiej miękkości i giętkości jak tamta z okresu faraonów.

    Dzień kończy się w barze. Taniec derwisza i tancerka brzucha to ostatnie punkty programu tego bardzo dłuugiego dnia, który będziemy wspominać jeszcze nie jeden raz.

    …cdn…

    IMG_2348IMG_2316DSCF2676DSCF2685

  • Dzień 5, czyli same dziwne rzeczy (cz.II)

    IMG_2078
    Świątynia Hatszepsut z oddali

    Kobieta- król? Drzewa na pustyni? Polskie ślady w głębi Egiptu? Pornografia? Tak, to wszystko spotka nas za chwilę w… Deir el-Bahari.

    A może w świątyni Hatszepsut?

    Nie, to było w ,,Świątyni Milionów Lat”.

    Okazało się, że wszystkie te trzy nazwy dotyczą jednego i tego samego miejsca. Świątyni zbudowanej przez kobietę-faraona Hatszepsut.

    IMG_20180312_092019

    DSCF2608

    O, BOGOWIE!

    Przewodnicy dbają o to, by urozmaicić nam zwiedzanie kolejnej świątyni i by przybliżyć trochę starożytną historię i mitologię Egiptu. Wybierają z naszej wycieczki kilka osób i snują opowieści o stworzeniu świata, pokazując bogów na konkretnych przykładach. Łatwiej wchodzi do głowy, łatwiej zapamiętuje się te wszystkie imiona: Izyda, Horus, Ozyrys, Set. Lecz o egipskich bogach napiszę Wam innym razem, bo wchodzimy już do świątyni. A w zasadzie opuszczamy pomieszczenie z makietą obiektu, i podążamy długą aleją ku tarasom czegoś, co nazwałabym, pałacem, a nie  świątynią grobową króla.

    JESTEŚMY NA PUSTYNI

    Bardzo cennym znaleziskiem i pozostałością w ziemi jest….drzewo. Przewodnicy mówią nam, że jest to drzewo z czasów świetności świątyni, kiedy to do wejścia prowadziła aleja sfinksów, a okolice porastały drzewa, sprowadzone z krainy Punt. Cóż, musimy im wierzyć, gdyż z ziemi wystaje tylko ,,coś”. Małe, nic nie przypominające i w kolorze skał i piasków całej okolicy. Używamy wyobraźni, i wierzymy, że rosło tu drzewo. Po chwili idziemy dalej.

    IMG_2096
    Skały otaczające świątynię jakby chciały nas chronić …albo spaść nam na głowę

    CZY BYLI KOCHANKAMI?

    Przytulona do wielkiej ściany skalnej, która nie daje jednak ani trochę cienia, świątynia grobowa faraona Hatszepsut, jest inna niż wszystkie widziane przez nas do tej pory miejsca. Jej ażurowy kształt daje poczucie lekkości i ponadczasowości. Kolumny i rampy tworzą bryłę, która nie ma wieku. Gdy patrzysz na Pałac Kultury czy na Wersal, to potrafisz ustawić te budowle w czasie, w konkretnej epoce. Tu jest inaczej. Może to być siedziba najnowocześniejszej firmy na świecie przy odrobinie retuszu. Uf, ale się rozmarzyłam…

    Ale miejsce urzeka swoim pięknem. Nie wiemy, czy Hatszepsut zaprojektowała całość, ale wiemy, że świątynia została zbudowana przez budowniczego Senenmuta. Nie wiemy do końca jakie relacje ich łączyły, ale na pewno był kimś ważnym w jej życiu.

    Nasz przewodnik Nagi opowiada, że niedaleko świątyni znajdują się rysunki, które przedstawiają Hatszepsut i Senenmuta. Obrazków jest ponad 80 i stanowią swoistego rodzaju egipską kamasutrę, co zaprzecza temu, iż Senenmut był tylko zaufanym sługą królowej. Rysunki zostały podobno wykonane przez pracujących przy świątyni robotników. Temat sprawdziłam w internecie, są nawet zdjęcia. Nie do wiary!

    IMG_2098

    WITAJCIE POLACY!

    Po wejściu na górny taras, nasz wzrok przykuwa tabliczka z napisem ,,Polish-Egyptian Archeological and Conservation Mission of The Hatshepsut Temple”. Łał! Tak, to tutaj znajduje się Polsko-Egipska Misja Archeologiczno-Konserwatorska w Świątyni Hatszepsut w Deir el-Bahari. Polacy są wszędzie:). A rekonstrukcja świątyni wykonywana jest przez polską misję archeologiczną. Prace zostały rozpoczęte dawno, bo w 1961 roku, w pierwszym okresie kierował nimi profesor Kazimierz Michałowski, legenda egiptologii, autor wielu książek o Egipcie.

    W 2002 roku świątynia została udostępniona zwiedzającym.

    DSCF2621

    IMG_2126
    Wszędzie można spotkać chętnych do zrobienia nam zdjęcia lub zrobienia z nim zdjęcia. Za ,,one dollar”

    IMG_2110UFF, JAK GORĄCO!

    Uwierzcie, że upał staje się nie do wytrzymania, choć to dopiero marzec. Zwiedzanie zwiedzaniem, ale widzę, że każdy marzy tylko o cieniu. Obok znajduje się punkt gastronomiczny, w którym można kupić picie, i tam też jest zbiórka. Czekamy na wszystkich odpoczywając i oglądając zdjęcia.

    Przed nami Kolosy Memnona i Karnak- będzie się działo!

    …cdn…

    IMG_2119
    Miejscami zachowana barwna kolorystyka

    IMG_2123

    IMG_2133
    Detale mocno miejscami uszkodzone, ale nadal dobrze widać precyzję rzemieślników
  • Dzień 4, czyli  handel w niedzielę (cz.II)

    Dzień 4, czyli handel w niedzielę (cz.II)

    IMG_1822

    NA STATKU

    Na statku życie toczy się swoim leniwym rytmem. Przebieramy się po wycieczce do Edfu i schodzimy na śniadanie. Jest 8 rano, statek odpływa w kierunku Luksoru. Przed nami kolejne atrakcje.

    Poranna pobudka i kilka godzin zwiedzania zaostrzyło nasze apetyty. Śniadanie smakuje wybornie. Jajecznica czy omlety smażone na miejscu, a nie odgrzewane w bemarach to uczta dla podniebienia, nie dziwi więc kolejka oczekujących. Na statku panuje dobra atmosfera, przy stolikach słychać rozmowy i śmiechy, każdy dzieli się wrażeniami i opowieściami. Ludzie się już poznali przez te kilka dni i stali się bardziej rozmowni. Zawiązują się pierwsze znajomości, przechodzenie na ,,Ty”. My także mamy swoją parę, z którą trzymamy się najbardziej. Życie pokaże, że ta znajomość będzie miała swój ciąg dalszy już po powrocie do Polski.

    Póki co- jemy razem śniadanie i słuchamy opowieści o podróżach i podróżnikach. Przy naszym stole przewijają się historie z Tajlandii, rejs po Morzu Śródziemnym bogato urozmaicony zdjęciami, czy opowieści z Brazylii. Jest ciekawie…

    Statek zaczyna płynąć, a fale oblewające nasze restauracyjne okna nadają tej chwili niezapomniane emocje…

    IMG_1824

    NIL I OPALANIE

    Nil nas zachwyca. Wąski pas zieleni tuż przy brzegu i pustynne obszary w zasięgu wzroku rozciągają się kilometrami wzdłuż brzegu rzeki. Dzisiaj ten krajobraz będzie towarzyszył nam przez kilka godzin bez przerwy. Dopiero popołudniu dobijemy do Luksoru.

    Po śniadaniu czeka nas spotkanie informacyjne z Pauliną w barze. Do obiadu a potem do przerwy kawowej mamy w zasadzie czas wolny. Pogoda wspaniała więc skorzystamy z dobrodziejstw tarasu- czyli jak to mówią – leżing, plażing i smażing. Tu krem z wysokim filtrem jest pożądany!

    IMG_1826
    na Nilu

    POPOŁUDNIOWE ATRAKCJE

    Popołudniu będą dwie atrakcje- żeby nie było, że ktoś się nudzi. Pierwsza to przerwa kawowa, podczas której będą na tarasie smażone naleśniki. Po naleśnikach dla chętnych będzie pokaz składania ręczników, z których przecież słyną egipskie hotele. Pokażą nam m.in. łabędzie- liczyłam jednak, że to my będziemy aktywnie uczestniczyć w tych pokazach. Niestety są to typowe pokazy a nie warsztaty, więc z nauki nici.

    IMG_1852
    Statek wpływający w śluzę. Za nim ustawiają się kolejne

    ŚLUZA W ESNIE

    Druga atrakcja to przepłynięcie statku przez śluzę w Esnie. Tu różnica poziomów wody jest kilkumetrowa, statki wpływają w wąską śluzę, która jest zamykana z obu stron. Następnie poziom wody jest wyrównywany do poziomu wody z kierunku, w którym statek płynie. Nasza Esmeralda płynie w dół Nilu, na północ, więc woda jest obniżana. Statek opada, a następnie otwierają się wrota śluzy i możemy płynąć dalej.

    IMG_1842
    Może galabiję?
    IMG_1857
    Śluza w Esnie. Widać wyraźnie jaka jest różnica poziomu wody w Nilu.
    IMG_1867
    Woda wypuszczona, statek opadł niżej, śluzę można otwierać.
    IMG_1868
    Ale jeszcze takie atrakcje na odchodne. U góry, na moście śluzy widać policjanta z bronią. W Egipcie to widok powszechny

    HANDEL

    Miało być dzisiaj o handlu, a że jest niedziela, to miało być o handlu w niedzielę.

    Kiedy przypływamy do Esny, mieszkańcy wylegają na brzeg. Chociaż ja mam wrażenie, że stoją tak całymi dniami czekając na jakieś atrakcje. A atrakcją są turyści, a turyści mają kasę, więc turyście trzeba coś zaproponować, żeby tą kasę mógł wydać. A że śluza jest wąska i brzegi są blisko- to czemu nie! Pohandlujmy! Tak więc atakują nas z brzegu, wrzucają nam na pokład worki foliowe z rzeczami w środku, jeśli coś ci się spodoba – wkładasz kasę do środka, do jakiejś innej rzeczy i odrzucasz. Na naszym pokładzie miały branie obrusy.

    Najbardziej niebezpiecznie było, kiedy handel przeniósł się z brzegu na wodę, a małe łódki wpływające do śluzy bujały się przy burcie statku. Hałas, krzyki, nawoływania i ogromna chęć i determinacja Egipcjan zaskoczyły nas najbardziej.  Ta walka o dolara, to jak walka o byt.

    Na szczęście to profesjonaliści w swoim fachu, więc wypadków nie było. Statek powoli opuścił śluzę i wypłynął na nowe wody. Przed nami Luksor, płyniemy!

     

    …cdn…

     

  • Dzień 4, czyli dorożką po Egipcie (cz.I)

    Dzień 4, czyli dorożką po Egipcie (cz.I)

    Ta niedziela była inna niż wszystkie. Przede wszystkim zaczęła się o 5:00 rano, co raczej w niedzielę się nie zdarza. Który to już raz wstajemy o piątej rano podczas tej wycieczki? Już nawet nie liczę. Już się nawet nie dziwię, widząc kartkę w recepcji z planem kolejnego dnia. Wyśpię się kiedy indziej- myślę sobie. I cieszę się kolejną przygodą. Bo będą dorożki!

    IMG_1666
    Dorożki w okolicy świątyni Edfu

    Dzień zaczyna się tak szybko, gdyż mamy podobno uniknąć tłumów turystów, co w praktyce spowodowało, że udało się nam uniknąć upałów, nie tłumów.

    Nasz plan na dzisiaj to świątynia w Edfu i świątynia w Luksorze- dwie najpiękniejsze
    i najlepiej zachowane świątynie w Egipcie.

    IMG_20180311_071605
    Wejście do światyni w Edfu (pylon)IMG_1800

    ŚWIĄTYNIA W EDFU

    Na północ od Asuanu, w połowie drogi między Asuanem a Luksorem, znajduje się świątynia w Edfu poświęcona Horusowi. Horusa symbolizował  sokół, a sam Horus był bogiem nieba i opiekunem faraona.

    IMG_1796
    Sfotografowałam się z bogiem Horusem, a niech mnie też chroni 🙂 Na szyi mam chustkę, która pierwotnie była ,,giftem” for madame, czy jakoś tak.
    IMG_1696
    Posąg Horusa w zwierzęcej postaci

    Zabytek jest ogromny, więc nie dziwi nas ogrom turystów, z którymi jakoś się mocno nie tłoczymy. Przyjechał tu cały świat, różnorodność ras, kolorów skóry i języków przypomina mi wieżę Babel.

     

    IMG_1760
    Takich tajemniczych i klimatycznych zakamarków jest tu więcej
    IMG_1724
    Barka solarna

     

    Świątynia została wybudowana przez dynastię Ptolemeuszów, która rządziła Egiptem po śmierci Aleksandra Wielkiego. Długość całej świątyni wynosi 137 m, a jej szerokość to 79 m.

    IMG_1717
    Sufit w Edfu. Widać wyraźnie inny kolor sufitów i ścian (kolumn)

    Charakterystyczne dla świątyni jest to, że sufity są bardzo osmalone. Teoria głosi, że budowla była zasypana piaskiem prawie pod sam sufit, zamieszkiwała ją miejscowa ludność (Beduini), a czarne sufity mogą być efektem palenia ognisk. Teoria jest tylko w połowie prawdziwa, gdyż zagadką pozostają nieosmolone kolumny….

    DOROŻKI

    Atrakcją jest przejazd dorożkami, wprost spod burty statku pod drzwi świątyni- można tak powiedzieć. Wszystko jest sprawnie zorganizowane, zostajemy podzieleni po 4 osoby (dwie pary zazwyczaj), dostajemy numer dorożki, którą dojedziemy pod bramy świątyni i którą musimy wrócić na statek, robią nam pamiątkowe zdjęcie i wio!

    Robert siada z woźnicą i powozi w jedną stronę. Dla nas to zabawa, choć stan koników trochę nas zasmuca i przeraża. Takie szkapiny wychudzone. Przejażdżka trwa niecałe 10 minut, na piechotę byłoby dużo dłużej.  Poza tym mamy okazję zobaczyć jak miasto żyje. Jest głośno od stukotów kopyt tych kilkudziesięciu dorożek, które nas wiozą.

    Jak wspomniałam- dla nas ma to być atrakcja turystyczna, zabawa- ale Edfu nie chce nas zabawiać tak naprawdę- oni chcą na nas zarobić. I tak:

    • woźnica ma zapłacone za nasz przejazd, ale wyciąga rękę,
    • pomaga nam wyjść z dorożki pan, który wyciąga za to rękę,
    • zdjęcie które nam zrobiono w dorożce, czeka na nas wywołane do kupienia,
    • wielu zachęca do zakupu wody za bajońską kasę,
    • wchodząc do świątyni, sprzedawcy z okolicznych stoisk, zakładają nam na szyję chusty, a w drodze powrotnej zachęcają do zakupu. I uwierzcie mi- zachęcają to nie jest odpowiednie słowo. Namawiają – też nie. Oni są do granic namolni, niestety.

    Chyba nie potrafię opisać tego biznesu, który tam widać. To trzeba przeżyć samemu. Dla nas to była dobra lekcja mówienia – nie, dziękuję, którego nikt nie chciał słuchać. Przypomina mi to naszą starszą córkę, której koleżanka doradziła kiedyś- jak chcesz coś wymusić od rodziców, to proś tak długo, aż ich zmęczysz. Ta zasada też tu działa. Turyści często robią zakupy na odczepnego. Kiedy już coś kupisz, masz argument przed następnym sklepikarzem, że nie masz kasy.

    W Edfu czujesz się, jakby oblazła cię szarańcza. Dużo traci się przyjemności ze zwiedzania. Ale to tylko moje odczucia.

    Na statku odetchnęliśmy z ulgą. Czy może być jeszcze gorzej?

    …cdn…

     

  • Dzień 2, czyli dlaczego Egipt? (cz.I)

    Dzień 2, czyli dlaczego Egipt? (cz.I)

    IMG_1190

    Z lotniska w Hurghadzie zostaliśmy zawiezieni do hotelu Hostmark, a w zasadzie Grand Seas Resort Hostmark.

    Wrażeń z pierwszych godzin w Egipcie było tyle, że ciężko wszystko opisać.

    PLUSY

    Hotel zagwarantował nam ogromny pokój z trzema łóżkami, w tym dwa podwójne. Czysta pościel, czysta łazienka, miękkie ręczniki.

    Wszędzie zielono i kolorowo, palmy, kwiaty, drzewa… Blisko nad Morze Czerwone, miła plaża, wąska ale długa, czysto.

    Piękne baseny i całe otoczenie hotelu.

    IMG_1229IMG_1163IMG_1179Fascynujące, jak ten księżyc wisi na niebieIMG_1196IMG_1227

    Plusem było też jedzenie, ale o tym napiszę Wam innym razem.

    MINUSY

    Okropny suchy prowiant zamiast kolacji- dwie zimne kanapki trzymane pewnie w lodówce, jedna z żółtym serem, druga z jakąś wędliną.

    Wyjście na taras nie zamykało się, więc pokój był w zasadzie otwarty dla każdego.

    Minusem była też bardzo dla nas krótka noc, ponieważ już na miejscu w hotelu dowiedzieliśmy się, że został zmieniony plan wycieczki. Czekała nas pobudka o 4 rano, wystawienie bagażu o 4:15 i zbiórka w recepcji. Zaczynała się WIELKA PRZYGODA!

    Z wrażenia nie spaliśmy chyba do trzeciej. Obeszliśmy cały hotel, który o godzinie 12 w nocy był pogrążony we śnie, żadnych zbłąkanych turystów na plaży tego dnia (tylko my), żadnych odgłosów balangi, żadnych imprez. To było dla nas chyba zaskakujące, bo wyobrażaliśmy sobie, że podczas wakacji życie nocne kwitnie. Nawet w basenie nikt nie pływał. Potem ktoś z turystów powiedział nam, że po zmroku nie wolno pływać w basenie, bo podobno wpuszczana jest do wody jakaś chemia, ale nie wiem, czy jest to sprawdzona informacja.

    Dlaczego Egipt, spytacie?

    Pogoda, zabytki- tak mogę w skrócie napisać. Ciężko tak przelewać myśli w pierwszych postach, ale mam nadzieję, że z każdym kolejnym wpisem będzie mi łatwiej. I wtedy napiszę Wam więcej…

    No to do zobaczenia….

    …cdn….

  • Dzień 3, czyli okra i świątynia w Kom Ombo (cz.II)

    IMG_20180310_173135

    DSCF2502Esmeralda płynie.  A my mamy piękne widoki z okna restauracji. Woda i zieleń w oddali. Palmy i feluki, czyli miejscowe łodzie z żaglami. Obiad smakuje wybornie. Aż nie chce się wstawać od stołów. Słońce jednak kusi i idziemy na górny pokład. Człowiek czuje, że żyje a życie jest piękne!

    Paulina codziennie wiesza w recepcji plan dnia. Wiemy, że do Kom Ombo dopłyniemy w trzy godziny. Wiemy, że zostaniemy tam przez półtorej godziny pozwiedzać. I jeszcze dzisiaj wypłyniemy dalej w dół Nilu- do Edfu.

    Ale żeby te trzy godziny nam się mocno nie dłużyły- mamy zaplanowaną lekcję gotowania dla chętnych i przerwę kawową na tarasie. Całe dnie są zapełnione atrakcjami, naprawdę nie można narzekać.

    OKRA

    Na lekcję gotowania nie szykowaliśmy się specjalnie, ale skoro była- to postanowiliśmy skorzystać. Potrawa przez nas przygotowywana na kolację to połączenie okry, pomidorów, cebuli, przypraw i szczypty dobrego humoru. Na kolację- jak znalazł.

    Okra to zielona roślina o dziwnym smaku. Ja bym nawet powiedziała, że bez smaku. Wikipedia mi podpowiada, że polska nazwa to piżmian jadalny.

    IMG_1537

    KOM OMBO

    Mnie interesowało Kom Ombo. To kolejna świątynia po File z czasów grecko-rzymskich. Została wybudowana wprawdzie przez faraona Totmesa III, ale to Ptolemeusze ją rozbudowali.

    Po palącej słońcem wycieczce do Asuanu, cieszę się, że zbliża się wieczór i czuć spadek temperatury. Zmierzch coraz bliżej i wycieczka zapowiada się interesująco.

    Świątynia w Kom Ombo nie jest duża. Natomiast mnie fascynują hieroglify. Oglądam szczegóły, podziwiam pracochłonność egipskiego pisma, które przetrwało nie setki, ale tysiące lat. Trudno w to uwierzyć. To tak jakby w roku 5018 ludzie odnaleźli coś z naszej epoki i badali to z zaciekawieniem. Tak na marginesie- ciekawe jak będzie wyglądał świat za dwa tysiące lat?

    IMG_1574

    IMG_1600
    Nic tylko czytać 🙂
    IMG_1614
    Rodząca kobieta
    IMG_1616
    Detale
    IMG_1621
    Detale

    IMG_1659                                                      xxxxxxxxxxxxxxxxxx

    Na końcu zwiedzamy muzeum krokodyli, gdzie w kaplicy Hathor znajdują się zmumifikowane zwierzęta. Nie możemy robić zdjęć, więc musicie sobie tylko wyobrazić, jakie tam znajdowały się ogromne potwory.

    …cdn…