Dzień 6, czyli wszystko co dobre szybko się kończy

Tak, tak to koniec naszego rejsu. Statek z naszą wycieczką już nigdzie nie popłynie. Jakiś taki smutny nastrój zapanował na statku. Dla większości z nas jest to koniec wycieczki, i nie licząc jednego dnia wypoczynku w Hurghadzie, zaraz czekają na powrót do Polski. Na drugi tydzień w Egipcie zostanie tylko 6 par.

Lotbalonem
Wschód słońca – widok z balonu (zdjęcie dzięki uprzejmości Zuzi)

Szóstego dnia dzień zaczyna się pobudką o 4:20. To fakultatywna wycieczka dla osób, które będą leciały balonem i podziwiały wschód słońca. Ta część wycieczki musi spakować walizki,  wystawić bagaże na korytarz i oddać klucze do recepcji. Wrócą jeszcze na śniadanie i obiad. Nie wiem, czy w praktyce wszyscy oddali klucze, czy mogli je jednak zachować do obiadu.

Dla pozostałej części wycieczki pobudka jest o przyzwoitej 7:15. Po śniadaniu (ostatnim na statku), można było pojechać na drugą tego dnia fakultatywną wycieczkę do Medinet Habu i wioski robotników. Pozostałe osoby miały wolne do obiadu. To był czas na opalanie, kąpanie w basenie i pakowanie walizek.

IMG_2354

Po obiedzie autokar zawiózł nas jeszcze do sklepu-galerii esencji zapachowych. Pokaz był dobrze zaplanowany na stworzenie dobrej atmosfery do zakupów. Można było napić się kawy, herbaty hibiskusowej czy wody. Obsługa mówiła po polsku, a perfumy sprzedawały się jak świeże bułeczki. Myślę, że po części na prezenty.

IMG_2359

ZNOWU NA PUSTYNI

Opuszczamy sklep, opuszczamy Luksor, opuszczamy dolinę Nilu. Przed nami wiele godzin powrotu przez pustynię nad Morze Czerwone, do Hurghady. Lecz w autokarze nie jest tak cicho jak tydzień temu. Teraz ludzie się poznali, potworzyły się nowe znajomości, grupki,  może i przyjaźnie.

Cenię sobie formułę tego rejsu, gdyż sprzyja zacieśnianiu znajomości. W ogromnych hurghadowskich hotelach, zapełnionych obcokrajowcami nie ma możliwości poznać się tak bardzo. Tu, na statku jest mała społeczność, codzienne wspólne wycieczki, posiłki, wieczory, przygody i każdy znajdzie dla siebie towarzystwo. Ostatni wieczór duża grupa naszej wycieczki siedziała wspólnie na tarasie, żeby wypić, pogadać i pośmiać się razem. Bo każdy czuł, że było bardzo fajnie.

Do hotelu przyjeżdżamy wieczorem. Jest to ten sam hotel co na początku, pierwszego dnia – Grand Seas Resort Hostmark, tylko teraz dostaliśmy oczywiście inne pokoje. Nasz był z klimatycznym tarasikiem.  Ale o tym napiszę Wam kolejnym razem.

….cdn…..

IMG_2361

Komentarze

Skomentuj