Dzień 8- zamiast schabowego i ruskich, czyli kilka słów o jedzeniu

IMG_1501

Na kuchni się nie znam, ale się wypowiem:) Bo w końcu jadałam w trzech różnych miejscach, więc o egipskiej kuchni dla turystów wiem już prawie wszystko:)

CZYSTOŚĆ

Zacznę od czystości. Pewnie macie różne doświadczenia związane z wyjazdami do krajów arabskich, ale ja po naszej wycieczce nie powiem złego słowa. Na statku nie było much ani komarów. Na stołach były białe obrusy, które po każdym posiłku były sprawdzane pod kątem czystości i jak zauważyłam- często zmieniane.

Jednego dnia braliśmy udział w lekcji gotowania na statku- każdy z nas dostał rękawiczki. Kucharz też takie miał.

Co do restauracji hotelowych- tam także dbano o czystość. Kelnerzy wycierali stoliki, na bieżąco sprawdzali czystość na sali, zbierali talerze. Pewnie, że zawsze można się do czegoś przyczepić, ale ogólne wrażenie było mega pozytywne.

Myśl o posiłkach w egipskich restauracjach nie napawała nas wstrętem.

OBSŁUGA

W Egipcie w kuchni i przy obsłudze pracują mężczyźni. Na statku w ogóle nie było kobiet zarówno w kuchni, jak i w serwisach sprzątających. Było to dla nas trochę zaskakujące. Nie znam jednak krajów arabskich, żeby wypowiadać się na ten temat. Pisząc jednak te słowa, uświadomiłam sobie, że w ogóle obsługą turystów zajmują się zazwyczaj mężczyźni- i w muzeach, sklepach, sprzedawcy, sklepikarze, handlarze, sprzedawcy biletów, kierowcy, pracownicy biur podróży odbierający nas z lotniska- wszystkie te osoby były mężczyznami. W Gdańsku jak idę do muzeum- same kobiety, jak idę do toalety- babcie klozetowe. Co więcej- w biurze podróży wycieczkę kupowaliśmy od pani, w biedronce na kasie- kobiety, w sklepie z ciuchami- panie, w tramwaju- pani, na dworcu w kasie- pani….. I tak przykładów mogłabym mnożyć. Nie wspomnę o kucharkach i kelnerkach, choć tu panowie nie są rzadkością. Próbuję tylko naświetlić różnice kulturowe. Na pierwszy rzut oka- Egipt to świat mężczyzn.

POTRAWY

Na koniec chciałabym Wam napisać kilka słów o jedzeniu. Czytaliśmy, iż Polacy narzekają na monotonne jedzenie. Cóż, ja też po kilku dniach odczuwałam ten stan. I wtedy zmieniłam sposób jedzenia. Wybierałam sobie tylko jedną potrawę na śniadanie- czyli jak w domu- jak jajecznica to nie płatki, jak kanapka to nie omlet. Tak samo podczas innych posiłków. Przez pierwsze dni, każdy posiłek to był miks wszystkiego po trochę, stąd odczucie, że jedzenie jest monotonne.  Potem już było normalnie.

A obfitość jedzenia i smak potraw zaskakiwał. Najbardziej mogę pochwalić jedzenie na statku. Były to nasze pierwsze dni, a mimo to, nie słyszałam, żeby któryś z pasażerów zachorował czy miał objawy zemsty faraona. Było czysto, zdrowo i smacznie.

Co więcej, w trosce o zdrowie pasażerów, na statku był dostępny Antinal- lek właśnie na zemstę faraona. W razie potrzeby można było w recepcji dostać 2 tabletki (gratis!), o co dbała nasza rezydentka Paulina. Sama korzystałam raz, bo zaczynało mnie kręcić w żołądku, ale to  był fałszywy alarm i nie rozchorowałam się.

Cóż Wam jeszcze napisać?

O samych potrawach pisałam w poprzednim poście, a o okrze w poście z trzeciego dnia.

Wszędzie serwowano świeże potrawy, smażono nam jajecznice, omlety, makaron z warzywami. To było przygotowywane na bieżąco.

Mięsa były smaczne, warzywa świeże, a owoce soczyste i dojrzałe. W okresie marcowych mrozów w Europie, taka potężna dawka witamin była na wagę złota.

Mi bardzo smakował ryż świetnie doprawiony i sypki. Nie przypominał białej kluchy, którą czasem otrzymuję w polskich restauracjach.

Nie polubiłam za to ciast i ciasteczek. Oblane były jakimś lukrem, kleiły się do palców i miały gumowy smak. I na statku i w hotelach.

Ciekawostką było to, że w hotelu Hostmark serwowano duże ilości tortów, a w (Hilton) Long Beach nie było tortu ani razu. Nasi znajomi ze statku, którzy nocowali w innym hotelu też mieli obfitość tortów. Mieli także nocne restauracje, a my nie. Ale o tym innym razem.

…cdn…

Komentarze

Skomentuj