Tag: hotel

  • #12 FARAON JAKO GŁOWA PAŃSTWA, czyli o ideologii politycznej Egiptu słów kilka

    #12 FARAON JAKO GŁOWA PAŃSTWA, czyli o ideologii politycznej Egiptu słów kilka

    80227886_1437027066456657_1319390154917412864_n

    Historia Egiptu jest prawie wyłącznie historią królów egipskich. Nieprzypadkowo mówimy o ,,Egipcie faraonów”, choć przecież nie była to historia jakiejś większej części mieszkańców Doliny Nilu. Oficjalny wizerunek głowy państwa promowany przez królewskich rzeźbiarzy może przypominać podobiznę angielskiego monarchy przedstawioną na monetach lub na znaczkach pocztowych: jest wyidealizowany, łatwo rozpoznawalny i rzadko aktualizowany. Rola, jaką musi odgrywać władca, całkowicie przesłania jego osobowość.

    Najlepszą ilustracją poglądów na władzę królewską jest fragment z Nauk dla króla Merikare:

    Praktykuj maat, a będziesz żył długo na ziemi. Uspokój płaczącego. Nie uciskaj wdowy. Nie bądź zachłanny na dobytek poddanych. Nie karz niesprawiedliwie. Pan Dwóch Brzegów jest mędrcem. Król, który posiadł mądrość nie może być bezrozumny. Jest pełen mądrości, od momentu wyjścia z łona matki. Bóg go wybrał spośród milionów ludzi, bo władza królewska to zadanie wspaniałe! Bądź mistrzem słowa, a dojdziesz do zwycięstwa. Nie uciskaj prostego człowieka, aby nie przywieść go w ten sposób do buntu. To biedak stanowi zarzewie niepokoju. Obdarzaj więc dobrami wieśniaków i mieszkańców miast, szanuj urzędników, lecz przede wszystkim czuwaj nad dobrobytem prostych ludzi. Daj dobrobyt urzędnikom, jeśli wykonują twe polecenia. Wiedz, że kto jest zadowolony w swoim domostwie, ten nie zostanie buntownikiem. Nie czyń też żadnej różnicy, między synem dygnitarza a synem prostego człowieka, ale wybieraj na urząd według postępowania i umiejętności. W ten sposób wszystko będzie wykonane, jak należy!

    Wczytując się uważnie, można śmiało stwierdzić, iż jest to piękny przykład egipskiej doktryny władzy królewskiej. Niektóre postulaty tego dokumentu wydają się nam szokująco nowoczesne, mimo upływu czterech tysięcy lat!

    Egipskie zapatrywania na funkcję władzy królewskiej zdradza nam także inskrypcja pochodząca z grobowca wezyra Rechmire (XVIII dynastia): ,,…Czym jest król Górnego i Dolnego Kraju? Jest on bogiem, który daje życie: ojcem i matką każdego człowieka…” . Wniosek nasuwa się sam- król był dawcą życia i urodzaju, co w kraju tak pustynnym z jednej, a rolniczym z drugiej strony nie było pozbawione racjonalnej podstawy; urodzaj zależał przecież od sprawności systemu irygacyjnego- to zaś wiązało się z doskonałą organizacją pracy społecznej, a głównym organizatorem tych działań był właśnie faraon. Gdy zbiory zaś okazywały się słabe, tylko on był dyspozytorem magazynów żywności.

     Egipskie społeczeństwo żyło w mocnym poczuciu sprawiedliwości o zabarwieniu moralizatorskim, co, choć może nam się to wydawać paradoksalne, było wielką siłą boskiej monarchii. W oczach Egipcjan faraon łączył w sobie i postrach i miłość. Co za tym idzie, wierzono, że faraon jako istota boska, jest rozdawcą dobrobytu materialnego i potrafi zapewnić urodzaj zależny od sił przyrody. Jako król ma także wpływ na przestrzeganie norm społecznych i pomyślność w tej sferze życia.

    IMG_2779

       I tak jak rytualne funkcje króla były w praktyce pełnione przez kapłanów, tak również wszelkie militarne przedsięwzięcia prowadzili jego delegaci, czyli oficerowie. Król pozostawał tytularną głową wszelkiego kultu oraz wszelkich wojennych poczynań. Stąd w sztuce egipskiej pokazanie jakiegokolwiek religijnego czy militarnego tematu inaczej, niż za pomocą konwencjonalnych przedstawień władcy wykonującego daną czynność, było właściwie nie do pomyślenia i, oczywiście, pojawia się niezwykle rzadko.

    Egipt był autokracją absolutną najwyższego rzędu, a wszelka moc emanowała z króla-boga. Owszem, w okresach słabości faraonów dostojnicy czy kapłani mogli poważnie ograniczyć potęgę władcy, miało to jednak miejsce wewnątrz teoretycznej ramy absolutyzmu. Nie znamy dokumentów ograniczających władzę faraona lub nakładających na niego jakieś zobowiązania. Nie znamy żadnej konstytucji czy kodeksu prawnego, który by stwierdzał, że król mu podlega i może czynić źle. Nie znamy również żadnych wzmianek o zgromadzeniach ludowych czy radach starszych, które istniały chyba w dawnych miastach-państwach i królestwach Mezopotamii. Dopiero w okresie rzymskim, kiedy wiadomo było, że instytucja faraona chyli się ku upadkowi, królowie podlegali kodeksowi, który w każdym momencie narzucał im ścisłe reguły zachowania. Według Diodora, władcy chętnie podporządkowywali się temu protokołowi, gdyż w razie nieszczęścia nie ponosili żadnej odpowiedzialności.

    Konsekwencją wydarzeń zaistniałych w okresie anarchii i chaosu w państwie ( Drugi Okres Przejściowy) było osłabienie mitu faraona. Nie jest on bogiem, jak wierzono za panowania poprzednich dynastii; jest pośrednikiem, przedstawicielem boga na ziemi. Co za tym idzie, faraon pojawia się w źródłach jako polityk, a nie bóg, ostrożny, rozważny, zmuszony do ciężkiej pracy, jeżeli chce utrzymać władzę. Aby pokazać, jak bardzo liczy się wola królewska, zażegnywał spory, ustalał granice, wymierzał sprawiedliwość.

    Wymagało to od króla Egiptu- jako oficjalnego uosobienia porządku (maat)- obowiązku prowadzenia wszelkich działań militarnych, które uważane były za słuszną interwencję przeciwko buntownikom czy siłom Chaosu, naruszającym i dezorganizującym odwiecznie ustalony, absolutny porządek świata. Król był gwarantem kultu bogów, do niego należała ochrona Egiptu.

    Królowie, pomimo uznanego półboskiego statusu, byli bardzo ludzcy, charakteryzowała ich bowiem próżność i cechowała niepewność. Każdy władca, bez względu na to, jak mocno trwał na złotym tronie Horusa, czuł, że musi udowodnić swoim poddanym i oczywiście swoim bogom, że jest zdolny do pełnienia wyznaczonych mu obowiązków; że naprawdę jest żywym przedstawicielem wszystkich wielkich faraonów, którzy przed nim rządzili. Większość królów chciała pokazać nawet, że to właśnie oni są najlepszymi władcami swojego kraju. Stąd też dla podkreślenia własnych osiągnięć, wszyscy faraonowie starali się, by ich imiona i tytuły zostały uwiecznione w kamieniu w całym Egipcie.

     

    IMG_2127

    W przypadku Ramzesa II, pod koniec jego panowania trudno było znaleźć w Dolinie Nilu budowlę, która nie nosiła jego imienia. Cóż, budowle faraona odgrywały nieocenioną rolę jako publiczna propaganda sukcesu i ukazywały go zazwyczaj w jednej z trzech tradycyjnych ról faraona: dobrotliwego władcy, potężnego wojownika lub żywego boga.

    O ceremoniale dworskim, niewątpliwie wyszukanym, wiemy bardzo niewiele; tylko wyjątkowo pojawiają się opisy audiencji na dworze królewskim. Uwierzmy wiec Diodorowi, iż rozkład dnia króla egipskiego był ustalony w najdrobniejszych szczegółach. Władca budził się wcześnie, odczytywał nadesłaną mu pocztę, kąpał się. Potem wkładał strój królewski, składał ofiary, słuchał modlitw i nauk wielkiego kapłana. Następnie udzielał posłuchań, sprawował sądy, bądź poświęcał czas na przechadzki i rozrywki. Od władcy oczekiwano umiarkowanego zachowania i działania zgodnego z prawem. Wielu władców sumiennie wypełniało swoje powinności. Nie buntowali się, gdyż był to kanon z dawna ustalony.

    Faraonowi odczytywano depesze, wiedział więc, co dzieje się w jego państwie. Dyktował odpowiedzi i w razie potrzeby zwoływał radę. Od niego zależało, czy będzie wojna czy pokój. Lecz nie zawsze był on tylko bezdusznym trybikiem w całej machinie władzy i despotyzmu. Faraon Seti starał się zaopatrzyć w wodę poszukiwaczy złota, eksploatujących obszar na wschód od Edfu. Tak bardzo był zainteresowany sprawą, iż osobiście wybrał się w drogę, aby poznać udręki ludzi, którzy, pozbawieni wody, pracowali pod palącym słońcem.

    snapseed-1  

           Hymny pochwalne na cześć króla były częścią kanonu, polegającego na przesadnym wychwalaniu władcy. Umieszczano je na egipskich budynkach użyteczności publicznej, a ich treść mogła by się nam wydać nieskromna i niestosowna. Ale lud w pełni aprobował to niezbyt subtelne podejście. ,,Wysławiajcie  swoje dobre uczynki na cały świat, by wszyscy mogli wam gratulować”- uczono. A ponieważ faraon reprezentował Egipt, wywyższając samego siebie, wywyższał jednocześnie cały swój kraj. Skromny władca kiepsko wypełniałby swoją rolę. Taki król nie budził zaufania.

             Ze względu na charakter władzy, uważano, że wszyscy poddani mogą się zwracać bezpośrednio do faraona. Stanowił on najwyższy trybunał, do którego teoretycznie każdy mógł się odwołać. W praktyce wątpliwe jest, czy wiele osób znalazło w sobie tyle odwagi, aby stanąć przed obliczem króla. Faraon zawsze pozostawał w odosobnieniu, nawet w warunkach, jakie się wytwarzały podczas dalekich kampanii wojennych. Samotna postać, dostojna, obarczona ciężarem boskiego przeznaczenia, napełniała poddanych lękiem. Samo zbliżenie do niego było nad wyraz trudne, gdyż faraona, podobnie jak bogów, otaczała aura magicznego oddziaływania. Zbliżać się do króla można było tylko w proskinezie, czyli- jak mówili Egipcjanie- całując ziemię. Prawdopodobnie żaden władca nie był tak odosobniony, jak władca Egiptu. ,,Boskość, która króla odgradza murem”- tak można ująć w jednym zdaniu stosunki faraona z poddanymi. W dniu koronacji, gdy stał się Horusem, jednocześnie przeistaczał się w pomazańca odosobnionego od reszty społeczeństwa. Podobnie jak kultowy posąg bóstwa w świątyni, zwykle był niedostępny w głębi swojego pałacu.

    IMG_1972

  • Dzień 10 -wnioski z podróży do Egiptu, czyli czy jesteśmy tacy sami czy różni?

    Dzień 10 -wnioski z podróży do Egiptu, czyli czy jesteśmy tacy sami czy różni?

    Pakujemy pomału walizki. Ostatni dzień pobytu trzeba wykorzystać na maxa. Aż chciałoby się zostać dłużej… Leżenie na leżakach, kąpiel w basenie i opalanie są tego dnia od rana punktem obowiązkowym.

    W Polsce nawrót zimy, chociaż to końcówka marca; wiemy, że spadł śnieg, a w Warszawie temperatura nie wzrosła wiele powyżej zera. Wzięliśmy ze sobą wiosenne kurtki, licząc na ciepło i słoneczko, ale teraz po dwóch tygodniach zdajemy sobie sprawę, że na pewno zmarzniemy w drodze powrotnej. Czeka nas lądowanie w Warszawie, dojazd na metro Młociny i stamtąd ,,złapanie” Polskiego Busa (teraz nazywa się chyba Flexibus)do Gdańska.

    IMG_3062

    Ale to dopiero jutro.

    Dzisiaj jeszcze jesteśmy w Hurghadzie. Po dwóch tygodniach nadal nie mamy dość egipskiej, hotelowej kuchni, widoku z okna na kompleks basenów czy piaszczystych brzegów Morza Czerwonego. Mam wrażenie, że jestem w raju, i zazdroszczę ludziom, którzy tu mogą mieszkać i pracować. Ale czy aby na pewno oni też mają taki raj???

    ONE DOLLAR

    W Egipcie na każdym kroku należy spodziewać się wyciągniętej ręki po dolara. Ten dolar jednak czyni cuda.

    Zaczęło się na statku. Rezydentka Paulina poinformowała nas, że obsługa w restauracji, sprzątanie kabin oraz barmani są wynagradzani. Jeśli jednak uznamy, że chcemy im dodatkowo dać dolara czy więcej- jest to mile widziane i wręcz żeby nie powiedzieć- pożądane w Egipcie. Cóż – taka tu jest kultura.

    Bardzo mocno dało się to odczuć podczas sprzątania kajut na statku, gdzie byliśmycodziennie zaskakiwani ręcznikowymi ,,zwierzętami” (łabędź, krokodyl), a raz nawet bukiecikiem kwiatków w wazonie. Wszystko to nie z miłości do turystów, tylko żeby dostać napiwek.

    IMG_1458IMG_1460IMG_2632

    O handlarzach atakujących turystów we wszystkich przez nas odwiedzanych miejscach już Wam pisałam.

    Są także osoby, które chętnie zrobią sobie z tobą zdjęcie, odpowiednio egzotycznie ubrani (w galabije i turbany). Są i tacy, co tobie zrobią zdjęcie. Tylko nie zapomnij zapłacić za usługę.

    DSCF2480

    Inna kategoria to samozwańczy ,,przewodnicy’’. To osoby, które nagle zaczynają z tobą rozmawiać, idąc w tym samym kierunku i mówiąc, że cię zaprowadzą tam, dokąd właśnie idziesz. Spotkaliśmy się z tym typem ,,pomocników” na przykład w drodze ze statku do świątyni w Luksorze. Mieliśmy ochronę i przewodnika w jednym. ,,Wynagrodzenie” chciał koniecznie od każdego z nas. Innym razem było to pod piramidami w Gizie. Znalazł się przewodnik, który chciał nas zaprowadzić, oprowadzić i potowarzyszyć. Nie skorzystaliśmy tym razem.

    W Hurghadzie w recepcji hotelowej, polscy turyści, który zostawali podobnie jak my na drugi tydzień pobytu, włożyli w paszporty 10 dolarów i od razu dostali pokoje w dobrej, jeśli nie najlepszej części hotelu. Nas poinformowano, że pokoje są sprzątane i należy czekać. Poszliśmy więc coś zjeść do hotelowej restauracji. Półtorej godziny później dostaliśmy pokoje na piętrze, wprawdzie z ładnym widokiem ale bez balkonu i bez tarasu. I bardzo daleko od basenów, morza czy restauracji. Gdybyśmy dali napiwek- dostalibyśmy na pewno lepszy pokój.

    Cóż, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Następnego dnia po spotkaniu z rezydentką naszego biura, zgłosiłam, że w opisie wycieczki mieliśmy wpisany pokój z tarasem. Rezydentka poszła do recepcji i dostaliśmy taki- tuż koło naszych znajomych Polaków, którzy dzień wcześniej zapłacili. Blisko basenu i restauracji.

    Napiwki są też bardzo mile widziane wśród kierowców autokarów i busów, którzy nas nieustannie gdzieś wozili.

    OBSŁUGA

    W egipskiej branży turystycznej pracują w zasadzie sami mężczyźni. Mam tu na myśli osoby sprzątające, pielęgnujące otoczenie hotelu, kucharzy, kelnerów, recepcjonistów, itp. Przez dwa tygodnie kobiet można było naliczyć na palcach jednej ręki. W Turcji w Antalyi kobiety gotowały, sprzątały, robiły drinki i były recepcjonistkami w hotelu. Tak blisko geograficznie a tak inaczej.

    IMG_1875IMG_1666DSCF2685

    HANDEL

    O handlu w Egipcie można napisać książkę. Tam najważniejszą zasadą jest targowanie się. Jeśli coś wam się spodoba, sprzedający zrobi wszystko, żebyście to kupili.

    Moją uwagę zwróciło jednak coś innego. Asortyment. Egipt w większości miejsc, w których byłam jako turysta sprzedaje własne wyroby, tradycyjne pamiątki związane ze starożytnością. Galabije, jako stroje regionalne, ręczniki z motywem faraonów, pamiątkowe piramidki, sfinksy i koty, breloczki ze skarabeuszami i papirusy rodzimych wytwórców. Co by nie mówić- jest to ich folklor i (zakładam) ich produkcja. Bardzo mi się to podobało, i następnym razem- bo wybieramy się do Egiptu na następną wycieczkę, przywiozę sobie więcej pamiątek. W Polsce jest ciut inaczej (bo chciałabym tu zrobić takie porównanie), jeśli chodzi o asortyment pamiątek w turystycznych miejscach. Więcej u nas chińskich wyrobów i zabawek dla dzieci, niż rzemiosła czy nawet pamiątek tematycznych. W Gdańsku możemy kupić ciupagi czy oscypki, ale o dobrą rybę już trudniej. Nie wspominając o pamiątkach z wizerunkiem Neptuna czy Żurawia. No chyba że coś się zmienia ostatnio, a ja nie zauważyłam.

    To była nasza pierwsza wycieczka do Egiptu, więc wielu rzeczy dopiero się uczyliśmy, o wielu w ogóle nie mieliśmy pojęcia. Dlatego Wam to opisuję, żebyście wiedzieli co może Was w Egipcie spotkać. To głównie dla tych, co nie byli – a się wybierają. Ale też dla tych, którzy byli i mają podobne, albo wręcz inne doświadczenia- na zasadzie wymiany przeżyć i wspomnień.

    W grudniu byliśmy w Turcji i mogę napisać, że z mojego doświadczenia to dwa odmienne kraje jeśli chodzi o stosunek do turystów. W Egipcie czuliśmy się trochę osaczeni i nagabywani. Komu brakowało asertywności, ten nie potrafił otrząsać się z tej nachalności w proponowaniu towarów i usług.

    Pokrótce starałam się wskazać największe różnice kulturowe. Na pewno różni się bardzo nasze zachowanie, kultura, wygląd i sposób bycia. Za to łączy nas jedno- miłość do Egiptu…

    …cdn…

  • Dzień 8- zamiast schabowego i ruskich, czyli kilka słów o jedzeniu

    Dzień 8- zamiast schabowego i ruskich, czyli kilka słów o jedzeniu

    IMG_1501

    Na kuchni się nie znam, ale się wypowiem:) Bo w końcu jadałam w trzech różnych miejscach, więc o egipskiej kuchni dla turystów wiem już prawie wszystko:)

    CZYSTOŚĆ

    Zacznę od czystości. Pewnie macie różne doświadczenia związane z wyjazdami do krajów arabskich, ale ja po naszej wycieczce nie powiem złego słowa. Na statku nie było much ani komarów. Na stołach były białe obrusy, które po każdym posiłku były sprawdzane pod kątem czystości i jak zauważyłam- często zmieniane.

    Jednego dnia braliśmy udział w lekcji gotowania na statku- każdy z nas dostał rękawiczki. Kucharz też takie miał.

    Co do restauracji hotelowych- tam także dbano o czystość. Kelnerzy wycierali stoliki, na bieżąco sprawdzali czystość na sali, zbierali talerze. Pewnie, że zawsze można się do czegoś przyczepić, ale ogólne wrażenie było mega pozytywne.

    Myśl o posiłkach w egipskich restauracjach nie napawała nas wstrętem.

    OBSŁUGA

    W Egipcie w kuchni i przy obsłudze pracują mężczyźni. Na statku w ogóle nie było kobiet zarówno w kuchni, jak i w serwisach sprzątających. Było to dla nas trochę zaskakujące. Nie znam jednak krajów arabskich, żeby wypowiadać się na ten temat. Pisząc jednak te słowa, uświadomiłam sobie, że w ogóle obsługą turystów zajmują się zazwyczaj mężczyźni- i w muzeach, sklepach, sprzedawcy, sklepikarze, handlarze, sprzedawcy biletów, kierowcy, pracownicy biur podróży odbierający nas z lotniska- wszystkie te osoby były mężczyznami. W Gdańsku jak idę do muzeum- same kobiety, jak idę do toalety- babcie klozetowe. Co więcej- w biurze podróży wycieczkę kupowaliśmy od pani, w biedronce na kasie- kobiety, w sklepie z ciuchami- panie, w tramwaju- pani, na dworcu w kasie- pani….. I tak przykładów mogłabym mnożyć. Nie wspomnę o kucharkach i kelnerkach, choć tu panowie nie są rzadkością. Próbuję tylko naświetlić różnice kulturowe. Na pierwszy rzut oka- Egipt to świat mężczyzn.

    POTRAWY

    Na koniec chciałabym Wam napisać kilka słów o jedzeniu. Czytaliśmy, iż Polacy narzekają na monotonne jedzenie. Cóż, ja też po kilku dniach odczuwałam ten stan. I wtedy zmieniłam sposób jedzenia. Wybierałam sobie tylko jedną potrawę na śniadanie- czyli jak w domu- jak jajecznica to nie płatki, jak kanapka to nie omlet. Tak samo podczas innych posiłków. Przez pierwsze dni, każdy posiłek to był miks wszystkiego po trochę, stąd odczucie, że jedzenie jest monotonne.  Potem już było normalnie.

    A obfitość jedzenia i smak potraw zaskakiwał. Najbardziej mogę pochwalić jedzenie na statku. Były to nasze pierwsze dni, a mimo to, nie słyszałam, żeby któryś z pasażerów zachorował czy miał objawy zemsty faraona. Było czysto, zdrowo i smacznie.

    Co więcej, w trosce o zdrowie pasażerów, na statku był dostępny Antinal- lek właśnie na zemstę faraona. W razie potrzeby można było w recepcji dostać 2 tabletki (gratis!), o co dbała nasza rezydentka Paulina. Sama korzystałam raz, bo zaczynało mnie kręcić w żołądku, ale to  był fałszywy alarm i nie rozchorowałam się.

    Cóż Wam jeszcze napisać?

    O samych potrawach pisałam w poprzednim poście, a o okrze w poście z trzeciego dnia.

    Wszędzie serwowano świeże potrawy, smażono nam jajecznice, omlety, makaron z warzywami. To było przygotowywane na bieżąco.

    Mięsa były smaczne, warzywa świeże, a owoce soczyste i dojrzałe. W okresie marcowych mrozów w Europie, taka potężna dawka witamin była na wagę złota.

    Mi bardzo smakował ryż świetnie doprawiony i sypki. Nie przypominał białej kluchy, którą czasem otrzymuję w polskich restauracjach.

    Nie polubiłam za to ciast i ciasteczek. Oblane były jakimś lukrem, kleiły się do palców i miały gumowy smak. I na statku i w hotelach.

    Ciekawostką było to, że w hotelu Hostmark serwowano duże ilości tortów, a w (Hilton) Long Beach nie było tortu ani razu. Nasi znajomi ze statku, którzy nocowali w innym hotelu też mieli obfitość tortów. Mieli także nocne restauracje, a my nie. Ale o tym innym razem.

    …cdn…

  • Dzień 7, czyli Grand Seas Resort Hostmark

    Dzień 7, czyli Grand Seas Resort Hostmark

    JAK W DOMU

    Hurghada znowu. Lecz teraz czujemy jakbyśmy wrócili do domu z długiej wycieczki. Wycieczki w czasie i przestrzeni. Bo zwiedzaliśmy świat sprzed tysięcy lat i byliśmy setki kilometrów stąd, nad Nilem, nad największą rzeką świata. Niesamowite.

    Kiedy o tym teraz myślę, aż nie chce mi się wierzyć. Minęło kilka miesięcy, a wiele wspomnień dalej mnie wzrusza, wiele twarzy nadal mam pod powieką.

    Hurghada, Grand Seas Resort Hostmark, Morze Czerwone. Przed nami perspektywa tygodniowego leżenia i plażowania, inne życie, inny świat.

    IMG_2361

    GRAND SEAS RESORT HOSTMARK

    Kilka słów napiszę Wam o samym hotelu.

    Mamy porównanie z hotelem Long Beach (wcześniej Hilton Long Beach), gdyż tam mieszkaliśmy przez następny tydzień.

    Hotel położony jest nad Morzem Czerwonym. Plaża jest wąska, lekko piaszczysta, ale nie przypomina to naszego polskiego piasku znad Bałtyku. Można skorzystać z leżaków i ręczników. Wieczorem widzieliśmy chodzące po plaży kraby i pełno meduz. Poza obszar hotelu na plaży nie można wyjść, ponieważ ochrona bardzo pilnowała i kazała nam wracać. Więc nie ma mowy o romantycznych spacerach wzdłuż linii brzegowej. Sam brzeg morza obfituje w możliwości snurkowania i obserwowania małych kolorowych rybek, co robiliśmy leżąc na pomoście. Barwne rybki zaskakują ilością i różnorodnością, szczególnie kiedy sypnie się im trochę pokarmu.

    IMG_1147

    W pokojach czysto, miękkie i czyste białe ręczniki, choć hotel nie jest bardzo nowy. W naszym pokoju była klimatyzacja, woda w lodówce, telewizor, czajnik bezprzewodowy i drobne kosmetyki w łazience. Niektórzy skarżyli się na komary w pokojach, które uprzykrzały pobyt. U nas było spokojnie, więc zależy kto jak trafi. Mieliśmy też taras, gdzie mogliśmy wypić popołudniową kawę.

    Różnorodność jedzenia zaskoczyła nas bardzo. Na śniadanie można było kosztować potraw ze szwedzkiego stołu, ale były też przyrządzane na bieżąco- omlety, jajecznice z dodatkami lub bez. Śniadanie było na ciepło i na zimno, płatki na mleku, pieczywa wszelkiego rodzaju, twarogi, sery, wędliny, jaja, warzywa (pomidory, ogórki, itp.), owoce i słodkości (torty, ciasta, bułeczki). Na obiad nie gorzej- ryba, drób, wołowina, pieczone ziemniaczki, zapiekanki makaronowe. Falafele smażone w głębokim tłuszczu, makaron z dodatkami, ryż, warzywa, świeże owoce (banany, truskawki,pomarańcze, mandarynki, grapefruity, melony, daktyle, granaty). Do tego drinki, piwo, soki, napoje, kawa i herbata.

    IMG_1189

    W Hostmarku jest dużo basenów, chociaż nie jest to chyba typowy hotel dla rodzin z dziećmi, bo nie przypominam sobie dużo dzieci, ani żadnych atrakcji dla nich.  Były natomiast animacje w basenie dla dorosłych, i aqua aerobic prowadzony przez młodych instruktorów. I gra w bule na plaży.

    W Hostmarku podobało nam się dużo bardziej niż w Hiltonie. Była tam milsza obsługa w recepcji, smaczniejsze jedzenie i więcej atrakcji. Ale o (Hilton) Long Beach napiszę Wam innym razem.

     

    …cdn…

  • Dzień 6, czyli wszystko co dobre szybko się kończy

    Dzień 6, czyli wszystko co dobre szybko się kończy

    Tak, tak to koniec naszego rejsu. Statek z naszą wycieczką już nigdzie nie popłynie. Jakiś taki smutny nastrój zapanował na statku. Dla większości z nas jest to koniec wycieczki, i nie licząc jednego dnia wypoczynku w Hurghadzie, zaraz czekają na powrót do Polski. Na drugi tydzień w Egipcie zostanie tylko 6 par.

    Lotbalonem
    Wschód słońca – widok z balonu (zdjęcie dzięki uprzejmości Zuzi)

    Szóstego dnia dzień zaczyna się pobudką o 4:20. To fakultatywna wycieczka dla osób, które będą leciały balonem i podziwiały wschód słońca. Ta część wycieczki musi spakować walizki,  wystawić bagaże na korytarz i oddać klucze do recepcji. Wrócą jeszcze na śniadanie i obiad. Nie wiem, czy w praktyce wszyscy oddali klucze, czy mogli je jednak zachować do obiadu.

    Dla pozostałej części wycieczki pobudka jest o przyzwoitej 7:15. Po śniadaniu (ostatnim na statku), można było pojechać na drugą tego dnia fakultatywną wycieczkę do Medinet Habu i wioski robotników. Pozostałe osoby miały wolne do obiadu. To był czas na opalanie, kąpanie w basenie i pakowanie walizek.

    IMG_2354

    Po obiedzie autokar zawiózł nas jeszcze do sklepu-galerii esencji zapachowych. Pokaz był dobrze zaplanowany na stworzenie dobrej atmosfery do zakupów. Można było napić się kawy, herbaty hibiskusowej czy wody. Obsługa mówiła po polsku, a perfumy sprzedawały się jak świeże bułeczki. Myślę, że po części na prezenty.

    IMG_2359

    ZNOWU NA PUSTYNI

    Opuszczamy sklep, opuszczamy Luksor, opuszczamy dolinę Nilu. Przed nami wiele godzin powrotu przez pustynię nad Morze Czerwone, do Hurghady. Lecz w autokarze nie jest tak cicho jak tydzień temu. Teraz ludzie się poznali, potworzyły się nowe znajomości, grupki,  może i przyjaźnie.

    Cenię sobie formułę tego rejsu, gdyż sprzyja zacieśnianiu znajomości. W ogromnych hurghadowskich hotelach, zapełnionych obcokrajowcami nie ma możliwości poznać się tak bardzo. Tu, na statku jest mała społeczność, codzienne wspólne wycieczki, posiłki, wieczory, przygody i każdy znajdzie dla siebie towarzystwo. Ostatni wieczór duża grupa naszej wycieczki siedziała wspólnie na tarasie, żeby wypić, pogadać i pośmiać się razem. Bo każdy czuł, że było bardzo fajnie.

    Do hotelu przyjeżdżamy wieczorem. Jest to ten sam hotel co na początku, pierwszego dnia – Grand Seas Resort Hostmark, tylko teraz dostaliśmy oczywiście inne pokoje. Nasz był z klimatycznym tarasikiem.  Ale o tym napiszę Wam kolejnym razem.

    ….cdn…..

    IMG_2361

  • Dzień 2, czyli dlaczego Egipt? (cz.I)

    Dzień 2, czyli dlaczego Egipt? (cz.I)

    IMG_1190

    Z lotniska w Hurghadzie zostaliśmy zawiezieni do hotelu Hostmark, a w zasadzie Grand Seas Resort Hostmark.

    Wrażeń z pierwszych godzin w Egipcie było tyle, że ciężko wszystko opisać.

    PLUSY

    Hotel zagwarantował nam ogromny pokój z trzema łóżkami, w tym dwa podwójne. Czysta pościel, czysta łazienka, miękkie ręczniki.

    Wszędzie zielono i kolorowo, palmy, kwiaty, drzewa… Blisko nad Morze Czerwone, miła plaża, wąska ale długa, czysto.

    Piękne baseny i całe otoczenie hotelu.

    IMG_1229IMG_1163IMG_1179Fascynujące, jak ten księżyc wisi na niebieIMG_1196IMG_1227

    Plusem było też jedzenie, ale o tym napiszę Wam innym razem.

    MINUSY

    Okropny suchy prowiant zamiast kolacji- dwie zimne kanapki trzymane pewnie w lodówce, jedna z żółtym serem, druga z jakąś wędliną.

    Wyjście na taras nie zamykało się, więc pokój był w zasadzie otwarty dla każdego.

    Minusem była też bardzo dla nas krótka noc, ponieważ już na miejscu w hotelu dowiedzieliśmy się, że został zmieniony plan wycieczki. Czekała nas pobudka o 4 rano, wystawienie bagażu o 4:15 i zbiórka w recepcji. Zaczynała się WIELKA PRZYGODA!

    Z wrażenia nie spaliśmy chyba do trzeciej. Obeszliśmy cały hotel, który o godzinie 12 w nocy był pogrążony we śnie, żadnych zbłąkanych turystów na plaży tego dnia (tylko my), żadnych odgłosów balangi, żadnych imprez. To było dla nas chyba zaskakujące, bo wyobrażaliśmy sobie, że podczas wakacji życie nocne kwitnie. Nawet w basenie nikt nie pływał. Potem ktoś z turystów powiedział nam, że po zmroku nie wolno pływać w basenie, bo podobno wpuszczana jest do wody jakaś chemia, ale nie wiem, czy jest to sprawdzona informacja.

    Dlaczego Egipt, spytacie?

    Pogoda, zabytki- tak mogę w skrócie napisać. Ciężko tak przelewać myśli w pierwszych postach, ale mam nadzieję, że z każdym kolejnym wpisem będzie mi łatwiej. I wtedy napiszę Wam więcej…

    No to do zobaczenia….

    …cdn….