Tag: rejs po Nilu

  • Dzień 8- zamiast schabowego i ruskich, czyli kilka słów o jedzeniu

    Dzień 8- zamiast schabowego i ruskich, czyli kilka słów o jedzeniu

    IMG_1501

    Na kuchni się nie znam, ale się wypowiem:) Bo w końcu jadałam w trzech różnych miejscach, więc o egipskiej kuchni dla turystów wiem już prawie wszystko:)

    CZYSTOŚĆ

    Zacznę od czystości. Pewnie macie różne doświadczenia związane z wyjazdami do krajów arabskich, ale ja po naszej wycieczce nie powiem złego słowa. Na statku nie było much ani komarów. Na stołach były białe obrusy, które po każdym posiłku były sprawdzane pod kątem czystości i jak zauważyłam- często zmieniane.

    Jednego dnia braliśmy udział w lekcji gotowania na statku- każdy z nas dostał rękawiczki. Kucharz też takie miał.

    Co do restauracji hotelowych- tam także dbano o czystość. Kelnerzy wycierali stoliki, na bieżąco sprawdzali czystość na sali, zbierali talerze. Pewnie, że zawsze można się do czegoś przyczepić, ale ogólne wrażenie było mega pozytywne.

    Myśl o posiłkach w egipskich restauracjach nie napawała nas wstrętem.

    OBSŁUGA

    W Egipcie w kuchni i przy obsłudze pracują mężczyźni. Na statku w ogóle nie było kobiet zarówno w kuchni, jak i w serwisach sprzątających. Było to dla nas trochę zaskakujące. Nie znam jednak krajów arabskich, żeby wypowiadać się na ten temat. Pisząc jednak te słowa, uświadomiłam sobie, że w ogóle obsługą turystów zajmują się zazwyczaj mężczyźni- i w muzeach, sklepach, sprzedawcy, sklepikarze, handlarze, sprzedawcy biletów, kierowcy, pracownicy biur podróży odbierający nas z lotniska- wszystkie te osoby były mężczyznami. W Gdańsku jak idę do muzeum- same kobiety, jak idę do toalety- babcie klozetowe. Co więcej- w biurze podróży wycieczkę kupowaliśmy od pani, w biedronce na kasie- kobiety, w sklepie z ciuchami- panie, w tramwaju- pani, na dworcu w kasie- pani….. I tak przykładów mogłabym mnożyć. Nie wspomnę o kucharkach i kelnerkach, choć tu panowie nie są rzadkością. Próbuję tylko naświetlić różnice kulturowe. Na pierwszy rzut oka- Egipt to świat mężczyzn.

    POTRAWY

    Na koniec chciałabym Wam napisać kilka słów o jedzeniu. Czytaliśmy, iż Polacy narzekają na monotonne jedzenie. Cóż, ja też po kilku dniach odczuwałam ten stan. I wtedy zmieniłam sposób jedzenia. Wybierałam sobie tylko jedną potrawę na śniadanie- czyli jak w domu- jak jajecznica to nie płatki, jak kanapka to nie omlet. Tak samo podczas innych posiłków. Przez pierwsze dni, każdy posiłek to był miks wszystkiego po trochę, stąd odczucie, że jedzenie jest monotonne.  Potem już było normalnie.

    A obfitość jedzenia i smak potraw zaskakiwał. Najbardziej mogę pochwalić jedzenie na statku. Były to nasze pierwsze dni, a mimo to, nie słyszałam, żeby któryś z pasażerów zachorował czy miał objawy zemsty faraona. Było czysto, zdrowo i smacznie.

    Co więcej, w trosce o zdrowie pasażerów, na statku był dostępny Antinal- lek właśnie na zemstę faraona. W razie potrzeby można było w recepcji dostać 2 tabletki (gratis!), o co dbała nasza rezydentka Paulina. Sama korzystałam raz, bo zaczynało mnie kręcić w żołądku, ale to  był fałszywy alarm i nie rozchorowałam się.

    Cóż Wam jeszcze napisać?

    O samych potrawach pisałam w poprzednim poście, a o okrze w poście z trzeciego dnia.

    Wszędzie serwowano świeże potrawy, smażono nam jajecznice, omlety, makaron z warzywami. To było przygotowywane na bieżąco.

    Mięsa były smaczne, warzywa świeże, a owoce soczyste i dojrzałe. W okresie marcowych mrozów w Europie, taka potężna dawka witamin była na wagę złota.

    Mi bardzo smakował ryż świetnie doprawiony i sypki. Nie przypominał białej kluchy, którą czasem otrzymuję w polskich restauracjach.

    Nie polubiłam za to ciast i ciasteczek. Oblane były jakimś lukrem, kleiły się do palców i miały gumowy smak. I na statku i w hotelach.

    Ciekawostką było to, że w hotelu Hostmark serwowano duże ilości tortów, a w (Hilton) Long Beach nie było tortu ani razu. Nasi znajomi ze statku, którzy nocowali w innym hotelu też mieli obfitość tortów. Mieli także nocne restauracje, a my nie. Ale o tym innym razem.

    …cdn…

  • Dzień 6, czyli wszystko co dobre szybko się kończy

    Dzień 6, czyli wszystko co dobre szybko się kończy

    Tak, tak to koniec naszego rejsu. Statek z naszą wycieczką już nigdzie nie popłynie. Jakiś taki smutny nastrój zapanował na statku. Dla większości z nas jest to koniec wycieczki, i nie licząc jednego dnia wypoczynku w Hurghadzie, zaraz czekają na powrót do Polski. Na drugi tydzień w Egipcie zostanie tylko 6 par.

    Lotbalonem
    Wschód słońca – widok z balonu (zdjęcie dzięki uprzejmości Zuzi)

    Szóstego dnia dzień zaczyna się pobudką o 4:20. To fakultatywna wycieczka dla osób, które będą leciały balonem i podziwiały wschód słońca. Ta część wycieczki musi spakować walizki,  wystawić bagaże na korytarz i oddać klucze do recepcji. Wrócą jeszcze na śniadanie i obiad. Nie wiem, czy w praktyce wszyscy oddali klucze, czy mogli je jednak zachować do obiadu.

    Dla pozostałej części wycieczki pobudka jest o przyzwoitej 7:15. Po śniadaniu (ostatnim na statku), można było pojechać na drugą tego dnia fakultatywną wycieczkę do Medinet Habu i wioski robotników. Pozostałe osoby miały wolne do obiadu. To był czas na opalanie, kąpanie w basenie i pakowanie walizek.

    IMG_2354

    Po obiedzie autokar zawiózł nas jeszcze do sklepu-galerii esencji zapachowych. Pokaz był dobrze zaplanowany na stworzenie dobrej atmosfery do zakupów. Można było napić się kawy, herbaty hibiskusowej czy wody. Obsługa mówiła po polsku, a perfumy sprzedawały się jak świeże bułeczki. Myślę, że po części na prezenty.

    IMG_2359

    ZNOWU NA PUSTYNI

    Opuszczamy sklep, opuszczamy Luksor, opuszczamy dolinę Nilu. Przed nami wiele godzin powrotu przez pustynię nad Morze Czerwone, do Hurghady. Lecz w autokarze nie jest tak cicho jak tydzień temu. Teraz ludzie się poznali, potworzyły się nowe znajomości, grupki,  może i przyjaźnie.

    Cenię sobie formułę tego rejsu, gdyż sprzyja zacieśnianiu znajomości. W ogromnych hurghadowskich hotelach, zapełnionych obcokrajowcami nie ma możliwości poznać się tak bardzo. Tu, na statku jest mała społeczność, codzienne wspólne wycieczki, posiłki, wieczory, przygody i każdy znajdzie dla siebie towarzystwo. Ostatni wieczór duża grupa naszej wycieczki siedziała wspólnie na tarasie, żeby wypić, pogadać i pośmiać się razem. Bo każdy czuł, że było bardzo fajnie.

    Do hotelu przyjeżdżamy wieczorem. Jest to ten sam hotel co na początku, pierwszego dnia – Grand Seas Resort Hostmark, tylko teraz dostaliśmy oczywiście inne pokoje. Nasz był z klimatycznym tarasikiem.  Ale o tym napiszę Wam kolejnym razem.

    ….cdn…..

    IMG_2361

  • Dzień 4, czyli Luksor nocą (cz.III)

    Dzień 4, czyli Luksor nocą (cz.III)

    IMG_1899
    Nil w Luksorze o zmierzchu

    MÓJ PLAN DNIA

    Luksor nie był dla nas łaskawy. A w zasadzie mogę napisać, że o mały włos w ogóle byśmy się nie poznali.

    Plan dnia zakładał, że o godzinie 17:00 odbędzie się wycieczka dla chętnych, w programie której znajdzie się zwiedzanie świątyni w Luksorze, przejazd dorożkami po mieście oraz fajka wodna w egipskiej kawiarni. Wieczorem w barze- dwa pokazy- tancerka brzucha i derwisz jako lokalne atrakcje.

    Po emocjach całego dnia, o których Wam pisałam, mieliśmy ochotę na odpoczynek. Poranne wstawanie i kilka godzin na pokładzie statku w pełnym słońcu dało się nam we znaki. Byliśmy po prostu padnięci. Robert zasnął, ja odpoczywałam.

    Luksor za oknem kusił swoim majestatem. Ale postanowiłam zapoznać się z nim następnego dnia rano. Statek przecież nie odpłynie. Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby przeczytać rozkład dnia na poniedziałek, zapoznać się z planem, który w międzyczasie wywiesiła nasza Paulina. W głowie ułożyłam sobie swój plan.

    Po krótkiej regeneracji sił, zeszłam na dół do recepcji, żeby skorzystać z wi-fi. I dobrze, że tak się stało. Mogłabym zakrzyknąć w zasadzie- dzięki Bogu! Krótka pogawędka ze spotkanymi osobami i już wiedziałam, że tracimy niepowtarzalną okazję do poznania świątyni w Luksorze. Ku mojemu ogromnemu zdumieniu okazało się, że nie ma w planie zwiedzania Luksoru w dzień. Jest tylko ta jedna wycieczka dla chętnych, która już się dawno zaczęła!

    Ale statek to nie więzienie, można go opuszczać, pod warunkiem, że nie płynie 🙂 Do kabiny biegłam, Roberta postawiłam na nogi w dwie sekundy, w minutę byliśmy gotowi do wyjścia.

    Dostaliśmy przepustki z nazwą statku i poszliśmy w miasto 🙂

    IMG_1900

    SPACER PO LUKSORZE

    O my naiwni! Jeśli spodziewaliśmy się wydać kasę tylko na bilet wstępu do świątyni, w jakimże byliśmy błędzie!

    Po kilku krokach po nabrzeżu, znalazł się kucharz z naszego statku (tak się nam przedstawił), który chętnie zaprowadził nas do świątyni, opowiadając o niej kilka zdań. Za dolara oczywiście.

    Miasto powitało nas zainteresowanymi spojrzeniami mieszkańców. My też chętnie i z bliska im się przyglądaliśmy. Spacer był krótki, ponieważ świątynia znajduje się nad Nilem, ale bardzo przyjemny. Zmierzchało. Temperatura spadła, zrobiło się chłodniej. Idealnie!

    Mijamy przejście dla pieszych, meczet, w oddali widzimy McDonalds’a. Ale dzisiaj nie skusi mnie żaden hamburger, choćby był za pół dolara.

    Dzisiaj moim celem jest poznanie Ramzesa, chcę spotkać się z nim twarzą w twarz.

    IMG_1972
    Posąg Ramzesa II z widocznym w kartuszu imieniem faraona zapisanym hieroglifami

    LUKSOR

    Luksor (starożytne Teby) to nazwa miasta, która oznacza ,,miasto pałaców”. Jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Tu zaczynają się lub kończą rejsy po Nilu.

    Świątynia w Egipcie była miejscem uprzywilejowanym. To dom boga, i w przeciwieństwie do naszych kościołów, niedostępny dla mas. Możemy czuć się szczęściarzami, że widzimy to, czego przeciętny Egipcjanin ponad 3000 lat temu nie mógł zobaczyć. Budowę świątyni rozpoczął faraon Amenhotep III, a Ramzes II ją rozbudował.

    IMG_1946
    Aleja Sfinksów- widok na Luksor
    IMG_1942
    Aleja Sfinksów- widok na Karnak

    Wejście do świątyni jest strzeżone przez kamienne sfinksy, ustawione w długą aleję. Łączą one świątynię w Luksorze ze świątynią w Karnaku, którą zobaczymy następnego dnia.

    Patrząc w stronę wejścia widzimy pylony, podobne do tych w Edfu oraz jeden obelisk stojący po lewej stronie (wschodni). Brak drugiego obelisku (zachodniego) burzy trochę to poczucie idealnej harmonii w egipskich budowlach. Ale cóż zrobić….

    IMG_1915IMG_1975

    Historia jest dość ciekawa, otóż drugi obelisk został podarowany Francji w roku 1831 i stoi na Placu Zgody, na którym w latach krwawej rewolucji francuskiej ścinano gilotyną głowy m.in. króla Francji Ludwika XVI oraz królowej Marii Antoniny. Inicjatorem przekazania obelisku był Jean-Francois Champollion, który odczytał hieroglify.

    IMG_20180311_190256

    IMG_1950
    Obelisk w Luksorze.Wyrzeźbione sceny przedstawiają hołd składany bogowi Re; do tego dołączono królewski protokół i tekst o budowlach, zwycięstwach i rządach króla. Zresztą sami możecie poczytać 🙂

    Kilka lat wcześniej obelisk zwany Igłą Kleopatry został podarowany Anglikom, więc Francuzi nie chcieli być gorsi. Anglicy byli pierwsi, ale Francuzi mają wyższy obelisk. Ten francuski ma 23 metry wysokości i waży 230 ton. To cud, że podczas transportu statkiem po Nilu,  Morzu Śródziemnym oraz po Sekwanie, obelisk się nie złamał.

    Obeszliśmy świątynię, zrobiliśmy zdjęcia, choć mimo szczerych chęci, niektóre nam nie wyszły.

    Cało i zdrowo wróciliśmy na statek, gdzie czekały na nas regionalne atrakcje w barze.

    Dobranoc!

    …cdn…

     

  • Dzień 3, czyli okra i świątynia w Kom Ombo (cz.II)

    IMG_20180310_173135

    DSCF2502Esmeralda płynie.  A my mamy piękne widoki z okna restauracji. Woda i zieleń w oddali. Palmy i feluki, czyli miejscowe łodzie z żaglami. Obiad smakuje wybornie. Aż nie chce się wstawać od stołów. Słońce jednak kusi i idziemy na górny pokład. Człowiek czuje, że żyje a życie jest piękne!

    Paulina codziennie wiesza w recepcji plan dnia. Wiemy, że do Kom Ombo dopłyniemy w trzy godziny. Wiemy, że zostaniemy tam przez półtorej godziny pozwiedzać. I jeszcze dzisiaj wypłyniemy dalej w dół Nilu- do Edfu.

    Ale żeby te trzy godziny nam się mocno nie dłużyły- mamy zaplanowaną lekcję gotowania dla chętnych i przerwę kawową na tarasie. Całe dnie są zapełnione atrakcjami, naprawdę nie można narzekać.

    OKRA

    Na lekcję gotowania nie szykowaliśmy się specjalnie, ale skoro była- to postanowiliśmy skorzystać. Potrawa przez nas przygotowywana na kolację to połączenie okry, pomidorów, cebuli, przypraw i szczypty dobrego humoru. Na kolację- jak znalazł.

    Okra to zielona roślina o dziwnym smaku. Ja bym nawet powiedziała, że bez smaku. Wikipedia mi podpowiada, że polska nazwa to piżmian jadalny.

    IMG_1537

    KOM OMBO

    Mnie interesowało Kom Ombo. To kolejna świątynia po File z czasów grecko-rzymskich. Została wybudowana wprawdzie przez faraona Totmesa III, ale to Ptolemeusze ją rozbudowali.

    Po palącej słońcem wycieczce do Asuanu, cieszę się, że zbliża się wieczór i czuć spadek temperatury. Zmierzch coraz bliżej i wycieczka zapowiada się interesująco.

    Świątynia w Kom Ombo nie jest duża. Natomiast mnie fascynują hieroglify. Oglądam szczegóły, podziwiam pracochłonność egipskiego pisma, które przetrwało nie setki, ale tysiące lat. Trudno w to uwierzyć. To tak jakby w roku 5018 ludzie odnaleźli coś z naszej epoki i badali to z zaciekawieniem. Tak na marginesie- ciekawe jak będzie wyglądał świat za dwa tysiące lat?

    IMG_1574

    IMG_1600
    Nic tylko czytać 🙂
    IMG_1614
    Rodząca kobieta
    IMG_1616
    Detale
    IMG_1621
    Detale

    IMG_1659                                                      xxxxxxxxxxxxxxxxxx

    Na końcu zwiedzamy muzeum krokodyli, gdzie w kaplicy Hathor znajdują się zmumifikowane zwierzęta. Nie możemy robić zdjęć, więc musicie sobie tylko wyobrazić, jakie tam znajdowały się ogromne potwory.

    …cdn…

     

  • Dzień 3, czyli Asuan przed nami (cz.I)

    DSCF2534

    Dzień zaczął się leniwie. Pierwszy raz czuję się jak na wakacjach, bez pośpiechu i bez porannego wstawania. Wprawdzie była wycieczka fakultatywna do Abu Simbel, ale my nie skorzystaliśmy. Oczywiście, Abu Simbel ze swoimi kolosalnymi posągami Ramzesa II jest dla mnie punktem do zwiedzenia na następnych egipskich wakacjach, ale tym razem nas tam nie było. To najbardziej na południe wysunięte miejsce do zwiedzania, jeśli chodzi o program naszej wycieczki.

    Następnie także dla chętnych była wycieczka do wioski nubijskiej. Oj tak, Egipcjanie zadbają, żeby turyści wydawali pieniądze, jak nie na jedną wycieczkę, to na drugą.

    My od rana zaczęliśmy się opalać. Mimo początku marca, pogoda była jak lato w Polsce. Nawet Paulina mówiła, że marzec jest w tym roku wyjątkowo piękny i ciepły. No to my sruuuu, na leżaczki, opalanko i nicnierobienie. Woda w basenie z rana była chłodna, ale po kilkudziesięciu minutach na słońcu- znaleźli się chętni na kąpiel.

    O 12:30 czekała nas wycieczka dla wszystkich- Wielka Tama Asuańska. Po raz kolejny zadziwieni byliśmy organizacją i sprawnością w transportowaniu turystów z miejsca na miejsce. Część naszej grupy, która została na Esmeraldzie dojechała autokarem w umówione miejsce i tam nastąpiła błyskawiczna przesiadka do reszty grupy wracającej z Abu Simbel. Nie uwierzycie, kiedy Wam napiszę, że przesiadka nastąpiła na środku skrzyżowania, a my przeszliśmy sobie przez ruchliwą ulicę, ot tak, bez obaw. Zresztą to był pierwszy ale nie ostatni taki spacer przez ruchliwą ulicę. Samochody zatrzymały się i czekały aż przejdziemy. W Egipcie zasady ruchu drogowego w rozumieniu europejskim- nie istnieją. Jest to tak ciekawy temat, że opiszę go Wam w osobnym poście- a jest o czym pisać.

    IMG_1473

    TAMA ASUAŃSKA

    Wysoka Tama Asuańska nie zrobiła na mnie wrażenia dopóki nie usłyszałam jakie ma znaczenie .

    IMG_1494

    Tama została wybudowana w latach 60-tych XX wieku. Jej wybudowanie spiętrzyło wody na tyle, że Nil po tysiącach lat przestał zalewać Egipt. Rzeka poniżej Tamy zaczęła biec bardziej regularnie, i można ją kontrolować. Natomiast wody powyżej Tamy spiętrzyły się na tyle, że utworzyły ogromne jezioro Nassera. Jezioro ma ponad 500 km długości, podobno pływają w nim krokodyle i wody jeziora zatopiły wiele bezcennych zabytków Nubii. Część zabytków uchroniono przed zatopieniem poprzez pocięcie i przeniesienie ich kamień po kamieniu w inne miejsce. Tak stało się m.in. ze świątynią Abu Simbel.

    DSCF2547

    Do pomocy w budowie Tamy zostali po ogłoszonym konkursie wybrani pracownicy ówczesnego Związku Radzieckiego. Państwo to nie tylko zapewniło ludzi, inżynierów i maszyny ale także fundusze.

    DSCF2546

    Tama jest 17 razy (SIC!!!!!!) większa od piramidy Cheopsa (Chufu), ale nie czuć tej wielkości stojąc na górze. Jest to po prostu ogromna budowla, regulująca przepływ wody. Wokół pełno wojskowych i policji z karabinami, a są miejsca w których jest zakaz fotografowania. Strategiczne miejsce Egiptu jest dobrze strzeżone.

    DSCF2543
    Panorama Jeziora Nassera

    Minusem wybudowania tak dużego zbiornika wody, jakim jest jezioro Nassera, jest podobno powolna zmiana klimatu i zwiększenie opadów deszczu. Południe Egiptu jak wiadomo nie obfituje w deszcze- rocznie jest tam może 1 mm opadów, ale teraz się to zmienia.

    DSCF2545

    Z pozytywnych aspektów- budowa Tamy i uregulowanie wylewów Nilu spowodowało zwiększenie obszarów uprawnych wzdłuż doliny Nilu.

    Po zwiedzaniu wracamy na statek.

    Podczas obiadu zaczynamy płynąć. Statek się rusza i opuszczamy Asuan.

    Nasz kolejny cel-Kom Ombo

    …cdn…

  • Dzień 2, czyli Esmeralda nareszcie! (cz.IV)

    IMG_1410STATEK

    Na statku przywitała nas obsługa bardzo uprzejmie. Wszystko było dobrze zorganizowane. Cały statek zajmowała tylko nasza polska grupa, co bardzo pomagało w integracji. Dopiero kilka dni później płynęła z nami jedna hinduska rodzina i kilku Hiszpanów. Pod pokładem znajdowała się kuchnia i restauracja. W restauracji podczas posiłków, które albo nam podawano w formie uroczystej kolacji albo nakładaliśmy sobie ze szwedzkiego stołu, siedzieliśmy na miejscach zajętych pierwszego dnia- o to nas poproszono.

    Następne trzy piętra- to nasze pokoje (kajuty). Górny pokład to basen, leżaki i stoliki z krzesłami. Zero dachu, a w dzień tylko my i słońce.

    Kabiny czyste, wygodne, codziennie sprzątane. Obsługa miła i chętna do pogadania, nawet po polsku. Statek być może obsługuje co do zasady polskie wycieczki, gdyż barmani znali słowa po polsku i chętnie ich używali. Kabina była dwuosobowa, ale łóżka były na tyle szerokie, że spaliśmy na jednym. Mieliśmy lodówkę, sejf, telewizor, klimatyzator i przestronną łazienkę. Ręczniki miękkie i białe były zmieniane codziennie. Woda była zawsze ciepła.

    Obawialiśmy się hałasu, ale nasza kabina znajdowała się daleko od silników, więc nic nie było słychać. Pasażerowie znajdujący się bliżej maszynowni też specjalnie mocno nie narzekali. Niestety statki pracują cały czas- czy płyną czy stoją na nabrzeżu. Na Nilu znajduje się 280 statków, z czego 50 było czynnych w marcu (jak nam powiedzieli nasi egipscy przewodnicy). Ich praca wytwarza ogromne ilości spalin z silników, a to mocno zanieczyszcza środowisko- nie ma co ukrywać- czasami śmierdzi.

    IMG_1387IMG_1388IMG_1503IMG_1416

    Na statku wybraliśmy opcję -all inclusive. Wszystkim serwowano porządne  i smaczne śniadania, obiady i kolacje. W opisie wycieczki przeczytaliśmy, że w dzień będzie lunch, ale to był normalny obiad. Drinki mieliśmy w ,,olu” od 11 do 22, później trzeba było normalnie płacić. O jedzeniu i piciu napiszę innym razem, więc teraz nie będę się rozwodzić.

    Na statku znajdowały się małe sklepiki, gdzie można było kupić pamiątki, ubrania, biżuterię i inne drobiazgi. Był także bar, gdzie odbywały się spotkania, wieczorki i dyskoteki.

    Kiedy Esmeralda stawała na nabrzeżu, bokiem ustawiał się kolejny statek, a jego pasażerowie przechodzili przez naszą recepcję, a dalej trapem na nabrzeże. Kilka statków ustawiało się jeden obok drugiego i pasażerowie także przechodzili na ląd przez poszczególne statki. My raz przybiliśmy do Luksoru chyba jako 5 czy 6 statek i przechodziliśmy przez statki, witając się z obsługą na każdym z nich.

    img_20180310_173139.jpg

    Zadowolona jestem z tego rejsu bardzo mocno. Nawiązaliśmy wiele znajomości, leżenie na leżakach, czy wspólne wieczorne rozmowy zbliżyły naszą wycieczkę bardziej niż pobyt w ogromnych hotelach w Hurghadzie. Tam byśmy nikogo nie poznali. Zresztą tam jest międzynarodowy tygiel, i każdy w zasadzie zajęty jest swoimi wakacjami.

    Na naszym rejsie nie było rodzin z dziećmi, więc naprawdę można było odpocząć. I ludzie jacyś tacy na poziomie, doświadczeni podróżami, rozsądni, ciekawi, mili. Być może mieliśmy dużo szczęścia, ale w końcu ja opisuję swoją wycieczkę- to piszę jak było.

    …cdn….

    IMG_1439