Muzealna gablota wydaje się przestrzenią niemal nieruchomą. Za szkłem spoczywa mumia, której nie wolno dotknąć, rozwinąć ani poddać pobieraniu dużych próbek. A jednak ciało nadal wysyła w otoczenie ślady swojej historii: cząsteczki tak lekkie, że unoszą się w powietrzu.
Wystarczy je zebrać.
W Muzeum Egipskim w Kairze badacze wsunęli cienkie przewody w szczeliny pomiędzy trumnami a ich pokrywami. Nie zbliżali twarzy do szczątków i nie naruszali bandaży. Pobrali powietrze otaczające dziewięć mumii, a następnie poddali je analizom chemicznym i ocenie wyszkolonych osób. Najczęściej rozpoznawano nuty drzewne, korzenne i słodkie. Pojawiały się również zapachy kadzidlane, kwiatowe, ziołowe, dymne, stęchłe i zjełczałe. Nie oznacza to jednak, że naukowcy po prostu odtworzyli woń egipskiego pogrzebu. Dzisiejszy zapach mumii jest znacznie bardziej złożony. To mieszanina składników balsamowania, produktów ich rozkładu, drewna i tkanin, działalności mikroorganizmów oraz substancji używanych przez współczesnych konserwatorów. W powietrzu zachowała się nie jedna chwila, lecz cała biografia zabytku.
Ciało powinno pachnieć jak istota boska
W starożytnym Egipcie zapach nie był błahym dodatkiem do rytuału pogrzebowego. Przyjemna woń wiązała się z czystością, boskością i porządkiem. Odór rozkładu wskazywał natomiast na zwycięstwo zepsucia nad ciałem. Mumifikacja miała powstrzymać tę przemianę zarówno w sensie praktycznym, jak i religijnym. Ciało suszono natronem, usuwano część organów wewnętrznych, a następnie stosowano oleje, tłuszcze, woski, żywice i wonne balsamy. Używano produktów pochodzących między innymi z drzew iglastych, jałowca, cedru, mirry i kadzidłowca. Receptury nie pozostawały jednak niezmienne. Zależały od epoki, warsztatu, zamożności rodziny, dostępności surowców, a prawdopodobnie także od wieku zmarłego i części ciała poddawanej zabiegom. Mumifikacja faraona mogła pochłaniać materiały sprowadzane z odległych regionów, podczas gdy uboższy pochówek wymagał tańszych miejscowych zamienników. Przyjemny zapach był więc jednocześnie rezultatem technologii, oznaką statusu i częścią przemiany człowieka w istotę zdolną do dalszego istnienia.
Dziewięć mumii i trzynaście określeń
Zespół Emmy Paolin zbadał dziewięć mumii przechowywanych w Muzeum Egipskim w Kairze. Pięć znajdowało się w magazynie, a cztery w drewniano-szklanych gablotach wystawowych. Najstarsze z datowanych szczątków pochodziły z Nowego Państwa, najmłodsze zaś z III–IV wieku n.e. Nie wszystkie mumie miały dokładnie ustalone pochodzenie i historię konserwacji. Badacze pobierali próbki tak zwanego headspace — powietrza znajdującego się bezpośrednio wokół obiektu. Część zamknięto w specjalnych workach i przedstawiono ośmioosobowemu panelowi sensorycznemu. Uczestnicy oceniali intensywność, charakter oraz przyjemność zapachu, korzystając z trzynastu podstawowych określeń. Woń drzewną rozpoznano przy 78 procentach badanych mumii, korzenną przy 67 procentach, a słodką przy 56 procentach. Zapach kadzidlany oraz stęchły lub zjełczały pojawiał się w jednej trzeciej przypadków. Ogólną intensywność uznano za średnią, a przeciętną ocenę zapachu za lekko przyjemną. Takie wyniki brzmią niemal jak opis perfum. Zmysłowa ocena była jednak dopiero początkiem śledztwa.
Chromatograf i ludzki nos
Pobrane powietrze przeanalizowano metodą łączącą chromatografię gazową, spektrometrię mas oraz olfaktometrię. Chromatograf rozdziela skomplikowaną mieszaninę na poszczególne składniki. Spektrometr pomaga określić ich budowę, a wyszkolona osoba siedząca przy specjalnym porcie węchowym opisuje zapach substancji opuszczających urządzenie. Ludzki nos nie jest tu malowniczym dodatkiem do aparatury. Może wyczuć związek obecny w tak małej ilości, że jego sygnał chemiczny wydaje się niepozorny. Jednocześnie substancja występująca w dużym stężeniu może pozostawać niemal bezwonna. Co więcej, zapach mieszaniny nie jest prostą sumą zapachów jej składników. W przypadku jednej z mumii całe pobrane powietrze opisano jako korzenne, żywiczne, kwiatowe i słodkie. Po rozdzieleniu mieszaniny niektóre związki kojarzyły się jednak z serem, woskiem, ziołami lub zielonymi roślinami. Cząsteczki mogą wzajemnie wzmacniać, osłabiać albo zmieniać swoje działanie na zmysł węchu. Dlatego sama lista wykrytych substancji nie wystarczy do zrekonstruowania woni zabytku.
Cztery warstwy jednego zapachu
Naukowcy podzielili lotne związki na cztery główne grupy.
Pierwsza obejmowała materiały archeologiczne i produkty ich przemian. Terpenoidy mogły wskazywać na oleje lub żywice pochodzące z jałowca, sosny, cedru, mirry czy kadzidłowca. Wykryto również substancje powstające podczas starzenia drewna, lnu i innych materiałów organicznych. Niektóre słodkie, owocowe nuty tworzyły laktony, których próg wyczuwalności jest wyjątkowo niski.
Druga grupa była związana z działalnością mikroorganizmów. Na powierzchniach wykryto między innymi grzyby z rodzajów Aspergillus, Penicillium i Cladosporium oraz różne bakterie. Nie oznaczało to, że wszystkie aktywnie niszczyły szczątki — część mogła pozostawać w stanie uśpienia. Stężenie drobnoustrojów w powietrzu nie przekraczało też norm bezpieczeństwa. Niektóre lotne związki mogą jednak służyć konserwatorom jako wczesne ostrzeżenie przed rozwojem pleśni.
Trzecią warstwę tworzyły roślinne olejki stosowane współcześnie do odstraszania szkodników. Używana w muzeum mieszanina zawierała między innymi olejki goździkowy, kamforowy, miętowy, bazyliowy, cytrynowy, pomarańczowy i cynamonowy. Tu pojawił się poważny problem interpretacyjny. Cynamonowa, sosnowa albo cytrusowa cząsteczka może pochodzić ze starożytnego balsamu, z jego przemian albo ze współczesnego zabiegu konserwatorskiego. Dawni balsamiści i dzisiejsi muzealnicy czasami korzystali z chemicznie podobnych produktów roślinnych.
Czwartą grupę stanowiły syntetyczne pestycydy. Niektóre wykryto mimo braku odpowiednich informacji w zachowanej dokumentacji. Były w większości bezwonne, lecz ich identyfikacja ma znaczenie dla bezpieczeństwa pracowników i sposobu obchodzenia się z zabytkami. Zapach okazał się więc niewidzialnym archiwum także tych działań, których nikt wcześniej nie zapisał.
Każda mumia miała własną historię
Mumie wystawione w zamkniętych gablotach uwalniały więcej rodzajów wykrywalnych związków niż obiekty magazynowe. Nie musi to oznaczać, że zostały lepiej zabalsamowane. Szczelniejsze otoczenie sprzyjało gromadzeniu się substancji lotnych, podczas gdy w magazynie łatwiej rozpraszały się one w powietrzu. Szczególnie bogaty profil miała mumia oznaczona jako M9. Pochodziła z Nowego Państwa, znajdowała się w najlepszym stanie spośród badanych obiektów i spoczywała w trumnie ozdobionej złoconą maską. Wykryto przy niej między innymi charakterystyczne słodkie i owocowe laktony. Możliwe, że zachowało się więcej autentycznych składników wysokiej jakości balsamów. Złocona maska może wskazywać na wysoki status zmarłego, a ten — na kosztowniejszą mumifikację. Jest to jednak hipoteza, nie dowód. Nieznana historia konserwacji, warunki przechowywania i działanie samej gabloty mogły pozostawić równie silny ślad. Równie ostrożnie należy traktować podobieństwo trzech mumii z Okresu Późnego. Mogło wynikać ze wspólnej tradycji balsamowania, ale obiekty znajdowały się w tej samej podzielonej gablocie. Ich zapachy mogły się mieszać, a wszystkie poddano podobnym zabiegom przeciwko szkodnikom.
Archeologia, która niczego nie musi rozwinąć
Największą wartością badania nie jest sensacyjna wiadomość, że mumie „ładnie pachną”. Ważniejsza okazuje się możliwość prowadzenia badań bez rozwijania bandaży, wycinania tkanin czy pobierania fragmentów ciała. Analiza powietrza może pomagać rozpoznawać dawne materiały, kontrolować aktywność mikroorganizmów, wykrywać szkodliwe pestycydy oraz oceniać warunki przechowywania. Zapach może stać się narzędziem konserwacji równie użytecznym jak fotografia, pomiar wilgotności czy badanie powierzchni. Pozostaje także kwestia etyczna. Mumie nie są tylko obiektami laboratoryjnymi. Są ludzkimi szczątkami, dlatego badanie prowadzono z udziałem pracowników egipskiego muzeum i według protokołu ograniczającego ingerencję. Ewentualne muzealne rekonstrukcje woni nie powinny zamieniać zmarłych w osobliwość. Mogą jednak przywrócić zwiedzającym ważny wymiar świata, którego zwykle doświadczają wyłącznie wzrokiem. Zapach nie przenosi nas bezpośrednio na starożytny pogrzeb. Robi coś być może ciekawszego: pozwala prześledzić całą drogę mumii od warsztatu balsamisty do współczesnego muzeum.
Metryczka
- Autorzy: Emma Paolin, Cecilia Bembibre, Fabiana Di Gianvincenzo, Julio Cesar Torres-Elguera, Randa Deraz, Ida Kraševec, Ahmed Abdellah, Asmaa Ahmed, Irena Kralj Cigić, Abdelrazek Elnaggar, Ali Abdelhalim, Tomasz Sawoszczuk i Matija Strlič
- Publikacja źródłowa: „Ancient Egyptian Mummified Bodies: Cross-Disciplinary Analysis of Their Smell”
- Czasopismo: „Journal of the American Chemical Society”, tom 147, nr 8, s. 6633–6643
- Data publikacji online: 13 lutego 2025 roku; wydanie czasopisma: 26 lutego 2025 roku
- Język oryginału: angielski
- Dostęp: bezpłatny, Open Access, licencja CC BY 4.0

Skomentuj